Jak powiedział PAP w czwartek kierownik ośrodka hodowli żubrów Białowieskiego Parku Narodowego Jerzy Dackiewicz, takiego wyniku należało się spodziewać. Rok 2013 był bowiem tym, w którym urodziło się mniej młodych niż we wcześniejszych latach. Było ich 56 i to wynik zgodny z wcześniejszymi obserwacjami.

"To dobrze, bo stado nie powiększyło się tak bardzo" - dodał Dackiewicz. Zwrócił jednak uwagę, że w tym roku spodziewana jest znowu większa liczba młodych. Np. w 2012 roku urodziły się w polskiej części Puszczy Białowieskiej 62 żubry.

Przyrost stada nie wynika wprost z liczby młodych, bo rokrocznie równoważą go jednak przypadki śmierci zwierząt z przyczyn naturalnych, odstrzały selekcyjne prowadzone za zgodą ministra środowiska i odłowy (do hodowli zamkniętej parku narodowego oraz do przesiedlenia w inne miejsca).

Od dawna trwa dyskusja, głównie z udziałem naukowców i leśników, czy białowieska populacja żubrów - największa w kraju - nie jest za duża w stosunku do obszaru, na którym bytuje, i czy dokarmianie tych zwierząt zimą jest korzystne.

Nie ma zgody, bo są zarówno opinie, że stado w Puszczy Białowieskiej jest zdecydowanie za duże, ale i wprost przeciwne, że żubrów wciąż jest zbyt mało, by mówić o tym, że gatunek nie jest zagrożony.

Naukowcy od kilku lat prowadzą różne działania, by doprowadzić do korzystnego rozprzestrzeniania się populacji żubrów w Puszczy Białowieskiej. Dzięki wsparciu z funduszy unijnych powstały m.in. paśniki i wodopoje dla tych zwierząt w nowych miejscach dokarmiania, wykaszano polany śródleśne, by poprawić warunki bytowania żubrów, pomagano rolnikom w zabezpieczaniu upraw przed szkodami wyrządzanymi przez te ściśle chronione zwierzęta.

W ramach tych działań, u rolników kontraktowane są też od pewnego czasu łąki, na których wykaszają oni trawę, a siano zostawiają na miejscu, z myślą właśnie o dokarmianiu żubrów. (PAP)

rof/ je/ dym/