Dokument rząd ma przyjąć podczas wtorkowego posiedzenia w Katowicach. Dzień wcześniej premier przyjechała już do tego miasta, by rozmawiać o programie ze stroną społeczną; drugim tematem tego spotkania były tematy górnicze, przede wszystkim realizacja styczniowego porozumienia rządu ze związkami nt. programu naprawczego Kompanii Węglowej.

Po opuszczeniu rozmów przez szefową rządu ze związkowcami pozostali jeszcze pewien czas minister skarbu Andrzej Czerwiński oraz pełnomocnik rządu ds. górnictwa, wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk.

Czytaj też: Program dla Śląska szansą na zmianę profilu regionu

"Oceniam blisko dwie godziny rozmów ze związkowcami jako dobre i bardzo konstruktywne spotkanie. (...) Zapytałam wprost, czy jest chociaż jedna osoba na tej sali, która jest przeciwna wdrożeniu tego Programu dla Śląska, który żeśmy przywieźli. Nie było ani jednej takiej osoby" - mówiła Kopacz dziennikarzom po wyjściu ze spotkania.

"W związku z tym uważam, że zaproponowany program, który był tworzony przez długie miesiące, który (był) konsultowany z ministrem finansów, ale również przy obecności ministra gospodarki i ministra skarbu państwa, został dzisiaj zaakceptowany przez stronę związkową" – uznała.

Jak przekazał w poniedziałek po południu marszałek województwa Wojciech Saługa, w dokumencie znalazły się m.in.: przesunięcie z listy rezerwowej na podstawową rządowego programu budowy dróg odcinków tras S1 i S69, budowa autostrady A1 na północ na Częstochowy, inwestycje w instalacje do chemicznej przeróbki węgla oraz nowe rozwiązania prawne w obszarze przemysłu energochłonnego.

Wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce Wacław Czerkawski ocenił, że przestawione przez premier Kopacz tezy Programu dla Śląska wraz z kwotami wyglądają „bardzo pozytywnie”. Zastrzegł jednocześnie, że strona społeczna nie zna jeszcze całości stustronicowego dokumentu, a „jak wiemy, zawsze diabeł tkwi w szczegółach”.

Szef górniczej Solidarności Jarosław Grzesik uznał, że program będzie można oceniać dopiero „po jakimś czasie”. Zaznaczył też, że styczniowe porozumienie „zostało złamane w tym zakresie, że ten program miał być konsultowany ze stroną społeczną; strona społeczna miała ten program opiniować, miał być on wprowadzany w jakimś takim konsensusie społecznym”.

Związkowcy już wcześniej zgłaszali swoje zastrzeżenia wobec niewłączenia ich w prace nad programem. Również samorządowcy z woj. śląskiego sygnalizowali, że choć docierały do nich poszczególne założenia programu, do ostatnich dni czerwca nie poznali go w całości.

Pytana przez dziennikarzy czy reanimacja przemysłu na Górnym Śląsku jest jeszcze możliwa, premier odpowiedziała: "Dobrze wdrożony program i propozycje, które będą przede wszystkim wychodzić naprzeciw oczekiwaniom tworzenia nowych miejsc pracy; (...) wspierania sektorów wysokoenergochłonnych, które potrzebują wsparcia; (...) restrukturyzacja kopalń, a więc ochrona miejsc pracy, ale też szukanie nowych rynków zbytu dla polskiego węgla, zagospodarowanie tego węgla, który w tej chwili leży na hałdach - to są rzeczy, które wskazują na to, że ta reanimacja się powiedzie".

Kopacz zapewniła, że ponownie podjęłaby decyzję, która w styczniu br. doprowadziła do porozumienia ze związkami. "Podjęłabym identyczną, mimo że wiem, ile nas kosztuje wysiłku negocjowanie chociażby z Komisją Europejską o tzw. nieuprawnioną pomoc publiczną. Ale warto było ochronić te 100 tys. miejsc pracy" - zaakcentowała.

Przygotowanie tzw. Programu dla Śląska premier zapowiedziała na początku stycznia. Kontekstem były narastające protesty górniczych związków wobec pierwotnych założeń restrukturyzacji stojącej przed widmem upadłości Kompanii Węglowej.

W kolejnych tygodniach odbywały się spotkania przedstawicieli międzyresortowego zespołu z samorządowcami, naukowcami i przedsiębiorcami, którzy m.in. zgłaszali swe propozycje i wnioski do programu (m.in. 37 swoich propozycji sformułował samorząd woj. śląskiego). Dokument ostatecznie zyskał nazwę "Śląsk 2.0 - Program wsparcia przemysłu Województwa Śląskiego i Małopolski Zachodniej".

Bardziej krytycznie niż o założeniach Programu dla Śląska związkowcy mówili o rozmowie - przy udziale premier - o sprawach górnictwa. Zdaniem Czerkawskiego wyjaśnienia przedstawicieli rządu wobec zadawanych pytań „były w dużej mierze satysfakcjonujące, ale brakowało pewnych kluczowych odpowiedzi”.

Z kolei Grzesik wskazywał na zbyt ogólne zapowiedzi m.in. dalszych prac związanych z pozyskaniem inwestora dla kopalni Brzeszcze czy przyjęcia programu naprawczego dla kopalni Makoszowy. „To są wszystko hasła, że ma tak być, natomiast trudno jest mi ocenić, co ma być, bo już wielokrotnie to słyszeliśmy. Powiem szczerze, że żadna nutka optymizmu się do tej pory w mojej ocenie nie pojawia” - komentował szef górniczej Solidarności.

Grzesik zaznaczył też, że rozmowa m.in. z wiceministrem Kowalczykiem po wyjściu szefowej rządu nie trwała długo. Wyjaśnił, że pełnomocnik rządu ds. górnictwa zapowiedział jeszcze tego dnia swoje spotkanie z zarządem Kompanii i m.in. wyjaśnienie kwestii zasad, na jakich pracownicy spółki znajdą się w tzw. Nowej KW.

Szef górniczej Solidarności wskazał, że na podstawie zapisów w styczniowym porozumieniu związki pierwotnie były przekonane, że dzięki przejściu na zasadzie art. 23 Kodeksu pracy przez rok w Nowej KW będą obowiązywały stare zasady wynagradzania, co będzie oznaczało rok czasu na negocjacje nowego układu zbiorowego pracy.

„W ubiegłym tygodniu okazało się, że zarząd KW poinformował kolegów z Kompanii, że nie dotyczy to spółek, w których nie funkcjonuje układ zbiorowy pracy. A my mamy porozumienie zbiorowe, a nie układ zbiorowy pracy w KW. Więc wyglądałoby to tak, że z dnia na dzień pracownikom mogłyby być zmieniane umowy o prace” - akcentował Grzesik.

Zaznaczył przy tym, że wiceminister Kowalczyk podtrzymał pierwotną intencję porozumienia. Dodał też, że to najbardziej zapalna obecnie kwestia; związkowcy zamierzają teraz czekać na informacje od wiceministra skarbu i na kolejne spotkanie.

Zgodnie z przyjętymi 17 stycznia br. założeniami, KW w maju br. sfinalizowała proces sprzedaży Węglokoksowi Kraj kopalń Bobrek i Piekary, a także przekazała do Spółki Restrukturyzacji Kopalń kopalnię Centrum (wcześniej też Brzeszcze i Makoszowy). Zakłady te przynosiły KW ok. 50-60 proc. strat (ok. 2 mld zł w ub.r.). 15 maja władze SRK i Tauronu podpisały też list intencyjny ws. ewentualnego nabycia kopalni Brzeszcze.

Pozostałe 11 kopalń i cztery inne zakłady Kompanii mają być restrukturyzowane i trafić do tworzonej z udziałem pozyskiwanych inwestorów tzw. Nowej KW. W ub. tygodniu Kowalczyk mówił w Sejmie, że oferty wstępne od inwestorów zainteresowanych kupnem udziałów w Nowej KW powinny wpłynąć do 7 lipca br., a proces objęcia przez nich udziałów zakończy się do 27 lipca.

Jeszcze w poniedziałek wieczorem Ewa Kopacz spotkała się też ws. Programu dla Śląska z samorządowcami. Uczestnicy sygnalizowali, że spodziewają się informacji szefowej rządu na ten temat. Prezydent Katowic Marcin Krupa przypominał, że samorządowcy dali „materiał wyjściowy do planu”. „Myślę, że to jest takie spotkanie zapoznawcze z tym planem. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze coś do powiedzenia” – mówił Krupa.

Z optymizmem do Sali Marmurowej w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim wchodził prezydent Sosnowca z PO Arkadiusz Chęciński. „Pewnie ten program jest ciekawy, skoro związkowców przekonała pani premier. (...) Ten program będzie korzystny dla nas, samorządowców w woj. śląskim” – ocenił. Prezydent Zawiercia Witold Grim sygnalizował zaś chęć dopytania o sprawy tego miasta – obwodnicy i zatrzymywania się na tamtejszym dworcu pociągów Pendolino.

Proszona po spotkaniu z górniczymi związkami o zdradzenie założeń planu premier Kopacz zapowiedziała, że nastąpi to we wtorek. Wyjaśniała, że najpierw chciała je przedstawić związkowcom i samorządowcom. "Wierzcie mi państwo, górnicy, Ślązacy są bardzo dumnym narodem. I jeśli z nimi w pierwszej kolejności rozmawiam o szczegółach tego planu, oni to docenią" - uznała Kopacz.

Dopytywana po chwili, czy użycie przez nią słowa "naród" w tym kontekście oznacza zmianę stanowiska Platformy Obywatelskiej i uznanie aspiracji części mieszkańców Górnego Śląska premier zastrzegła, że mogłaby w ten sam sposób powiedzieć o mieszkańcach innych części kraju, np. centralnej Polski. "To też dumny naród, bo Polacy ciężko pracujący to dumny naród" - podkreśliła. "To był skrót myślowy, ale generalnie chylę głowę przed Ślązakami" - dodała.(PAP)