Zdaniem władz Kielc i urzędników zajmujących się pomocą społeczną, pomysł jest próbą przewrócenia zlikwidowanej pięć lat temu izby wytrzeźwień. Wskazują, że lepiej udoskonalać obecne zasady pomocy dla nietrzeźwych.

Jak informuje rzeczniczka Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach Anna Mazur-Kałuża, w ciągu doby na jedyny w mieście i najbliższej okolicy szpitalny oddział ratunkowy (SOR) trafia od kilku do kilkunastu nietrzeźwych – najwięcej w weekendy. Zdarza się, że w stanie upojenia alkoholowego kilka razy w tygodniu na oddział trafiają te same osoby.

„Personel SOR jest często narażony na nieprzyjemne sytuacje ze strony tych nierzadko agresywnych pacjentów. W 2014 r. odnotowaliśmy w szpitalu 996 interwencji policji; większość dotyczyła nietrzeźwych” - dodała Mazur-Kałuża.

Od kilku miesięcy na zwolnieniu lekarskim przebywa pielęgniarz, któremu pijany pacjent złamał rękę. W połowie września jedna z osób towarzyszących diagnozowanej na SOR pacjentce zniszczyła szybę w konsoli oddziału, druga – uderzyła ochroniarza. Oboje byli nietrzeźwi.

Pijani pacjenci są diagnozowani w oddziale, ale jeśli nie wymagają pobytu w szpitalu - są zwalniani. Często jednak zdarza się, że pozostają na oddziale aż wytrzeźwiają.

W Kielcach jesienią 2010 r. decyzją rady miasta zlikwidowano izbę wytrzeźwień. Od tej pory miejscem, gdzie straż miejska, policja czy pogotowie ratunkowe odwożą odnalezionych na ulicach pijanych, którzy nie wymagają leczenia, jest punkt pomocy doraźnej w Ośrodku Interwencyjno-Terapeutycznym Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie (MOPR) przy ul. Żniwnej.

Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Czas Na Kielce, wiceprzewodniczącego kieleckiej rady miejskiej Krzysztofa Adamczyka, punkt ten nie spełnia swojej roli. Wskazuje, iż w obecnym systemie pojawił się problem z przewożeniem pacjentów niewymagających hospitalizacji z SOR do punktu MOPR.

Dlatego stowarzyszenie postuluje, by w jednym z nieużytkowanych dziś budynków b. szpitala dziecięcego przy ul. Langiewicza, zorganizować ośrodek detoksykacji. Tu pełną diagnostykę mogliby uzyskiwać nietrzeźwi pacjenci, co pozwoliłby odciążyć szpital. „Koszt utrzymania ok. 30 łóżek to mniej więcej 2-3 mln zł rocznie. To jest najlepszy i realny sposób rozwiązania tego problemu” - ocenił Adamczyk w rozmowie z PAP.

Według niego w sprawie utworzenia punktu powinny porozumieć się władze Kielc, oraz samorządy: powiatu, którego mieszkańcy też korzystają z SOR, oraz województwa, do którego należą budynki b. szpitala dziecięcego.

Zdaniem prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego, obecny system to „modelowe rozwiązanie”, a pomysł podnoszony przez Stowarzyszenia Czas na Kielce jest „grą polityczną”.

„Osoby nietrzeźwe wyglądające na takie, które muszą otrzymać pomoc, muszą być odwiezione do szpitala. Nie da się inaczej tego zorganizować (…) To nie jest kwestia ilości łóżek (w ośrodku MOPR – PAP). Jeśli się okaże, że tych kilkanaście obecnie tam funkcjonujących to jest za mało, to podwoimy lub potroimy ich ilość” - powiedział PAP Lubawski.

Do pomysłu stowarzyszenia krytycznie odniósł się też dyrektor kieleckiego MOPR Marek Scelina. W jego ocenie pomysł jest próbą przywrócenia izby wytrzeźwień. Dyrektor uważa, że ośrodek detoksykacji jest w mieście potrzebny, ale spełniałby on jednak inną rolę niż doraźna opieka nad nietrzeźwymi. „Detoksykacja to usługa służby zdrowia, polegająca na hospitalizacji osób znajdujących się w ciągach alkoholowych. Po określonym czasie, spędzonym na odtruciu, można takiego pacjenta kierować na dalsze leczenie, za jego zgodą” - wyjaśnił.

Zdaniem Sceliny, obecny system pomocy nietrzeźwym w Kielcach jest „bardzo rozsądny”, ale wymaga lepszej współpracy jego uczestników – pomocy społecznej, policji, straży miejskiej, służby zdrowia. „Trzeba poprawiać to, co jest niedoskonałe, a nie wracać do izby wytrzeźwień” - podkreślił.

Jak tłumaczył Scelina, do punktu przy ul. Żniwnej przywożone są – najczęściej przez policję, czasem straż miejską i pogotowie ratunkowe - nietrzeźwe osoby bezdomne lub mieszkające poza Kielcami, oraz takie, których po odwiezieniu do domu nie chce przyjąć rodzina.

Jeśli dyżurujący w ośrodku lekarz oceni, że potrzebują oni specjalistycznej pomocy medycznej lub mają powyżej czterech promili alkoholu w wydychanym powietrzu, są odwożeni do szpitala. „Jeżeli takiemu człowiekowi, jak wyniknie z głębszej diagnostyki w lecznicy, nic nie jest, zobowiązaliśmy się, że przyjmujemy go do siebie” - wyjaśniał szef MOPR. Podkreślił, że ani razu nie odmówiono przyjęcia osób przywiezionym z SOR. W lipcu w punkcie pomocy przybywało 176 nietrzeźwych (w tym 6 przyjętych z SOR, 20 z pogotowia), w sierpniu - 112 osób (3 z SOR, 17 z pogotowia).

Także w opinii odpowiedzialnego w zarządzie województwa świętokrzyskiego m.in. za zagadnienia związane ze zdrowiem Kazimierza Kotowskiego, trzeba poprawić współdziałanie różnych służb w kwestii dowożenia nietrzeźwych z lecznicy do punktu MOPR. W rozmowie z PAP podkreślił, iż przywrócenie normalnej pracy na oddziale ratunkowym szpital wojewódzkiego jest niezbędne. Wskazał, że w planach są rozmowy z udziałem różnych instytucji na temat rozwiązania problemu nietrzeźwych w dłuższej perspektywie. (PAP)