Romowie – trzypokoleniowa rodzina, w której jest piątka dzieci - mieszkali w prowizorycznych domach na terenie miejskiej działki; opuścili ją na początku sierpnia po interwencji gdańskich urzędników. W połowie sierpnia Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego "Nomada" zawiadomiło prokuraturę, że miejscy urzędnicy dokonali nielegalnej eksmisji Romów.

Prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające (może ono trwać maksymalnie 30 dni), w ramach którego zwróciła się m.in. do gdańskiego magistratu z prośbą o przedstawienie dokumentów dotyczących sprawy.
„Informacje, które uzyskaliśmy w ramach postępowania sprawdzającego, nie odpowiedziały na wszystkie pytania, na jakie chcieliśmy uzyskać odpowiedź” – powiedziała PAP Renata Klonowska szefowa zajmującej się sprawą Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście. Dodała, że w tej sytuacji w czwartek zdecydowano o wszczęciu śledztwa, w ramach którego – w przeciwieństwie do postępowania sprawdzającego, można prowadzić przesłuchania i inne czynności, które pozwolą śledczym zająć stanowisko w tej sprawie.

Zdaniem Tomasza Nowickiego współpracującego ze Stowarzyszeniem "Nomada" eksmisja Romów była nielegalna, bo przedstawiciele władz miasta nie mieli stosownego wyroku sądu. "Pochodząca z Rumunii romska rodzina przebywała na tym terenie od dwóch lat i w myśl art. 344 kodeksu cywilnego, aby ich stamtąd usunąć, konieczna była decyzja sądu" – mówił pod koniec sierpnia PAP Nowicki.

Według Stowarzyszenia doszło też do naruszenia przez miejskich pracowników miru domowego, zniszczenia mienia należącego do romskiej rodziny (chodzi m.in. o meble, które miały znajdować się w rozebranych na polecenie samorządu prowizorycznych domach), przekroczenia uprawnień oraz stosowania wobec Romów dyskryminacji ze względu na ich przynależność etniczną czy narodową.

W opinii przedstawicieli gdańskiego magistratu miejskim urzędnikom nie można zarzucić łamania prawa. „Ktoś zajął miejską działkę i nas najmniej interesuje, czy to jest Polak, Rumun czy Szwed. Gdyby w miejskim parku rozbili namiot Szwedzi, też byśmy ich wyprosili" – mówił PAP w sierpniu rzecznik prasowy prezydenta Gdańska Antoni Pawlak.


Pawlak informował też wówczas, że pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku dowiedzieli się zimą o przyjezdnej rodzinie mieszkającej w prowizorycznych warunkach i proponowali pomoc, ta jednak ją odrzuciła, twierdząc, że są turystami. „Gdy po kilku miesiącach okazało się, że rodzina nadal przebywa na terenie należącym do miasta, poszła tam delegacja urzędników i powiedziała im, że tego a tego dnia mają teren opuścić" - mówił Pawlak.

Jak wyjaśnił, we wskazany dzień - na początku sierpnia, na miejsce udała się straż miejska i pracownicy Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. "Rodzina była już spakowana i bez protestu opuściła to miejsce, po czym pracownicy komunalni rozebrali szałasy, które Rumuni sobie postawili" – powiedział Pawlak. (PAP)