Podczas zorganizowanego w trybie pilnym spotkania w Atenach greccy burmistrzowie zdecydowali we wtorek, że zorganizują protest przeciw decyzji rządu, który postanowił zabrać nawet rezerwy gotówkowe należące do szpitali i przedszkoli.

Burmistrzowie postanowili również "podjąć wszelkie możliwe działania polityczne i prawne", by zablokować nakaz rządu w Atenach.

"Żadne miasto nie powinno deponować w banku centralnym nawet jednego euro" - powiedział burmistrz miasta Igumenitsa położonego nad Morzem Jońskim.

Rozporządzenie nakazuje też wszystkim korporacjom prawa publicznego przekazanie swych wkładów pieniężnych centralnemu Bankowi Grecji.

Władze liczą na pozyskanie w ten sposób kwoty około 3 mld euro. Jak podała w poniedziałek grecka prasa ekonomiczna, rządowi pilnie potrzeba 1,1 mld euro na płace pracowników sektora publicznego, 850 mln euro na emerytury i około miliarda euro na wymagalne 12 maja zobowiązania wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Jak komentuje AP, jest to decyzja bez precedensu w historii Grecji i oczywisty znak, że państwu zaczyna dramatycznie brakować pieniędzy.

Przy pomocy wkładów pieniężnych kas ubezpieczenia emerytalnego Ateny zdołały na początku kwietnia przekazać MFW należne wtedy transze i uniknąć popadnięcia w niewypłacalność.

Wierzyciele Grecji, zanim podejmą rozmowy o dalszych kredytach, domagają się gruntownych reform, polegających między innymi na uelastycznieniu rynku pracy, zmianach systemu emerytalnego czy ograniczeniu zatrudnienia w sektorze publicznym.

Premier Aleksis Cipras odrzuca niektóre z tych warunków, argumentując, że misją jego rządu jest zerwanie z polityką drastycznych oszczędności, które pogłębiły i tak już długotrwałą i poważną recesję.

Grecja zdana jest na finansową pomoc zagraniczną od 2010 roku, czyli odkąd utraciła możliwość pozyskiwania środków na rynkach i stanęła na krawędzi bankructwa. Od tego czasu drastyczne cięcia wydatków budżetowych, recesja i wysokie podatki doprowadziły do spadku dochodów Greków o jedną trzecią. Bezrobocie sięgnęło 26 proc.

Ciągnący się od lutego impas w renegocjacji greckiego długu znów grozi niewypłacalnością Aten, którym brakuje również pieniędzy na obsługę długu zagranicznego. (PAP)