FN zdobył w niedzielę zdumiewająco duże poparcie, jak na partię uznawaną do niedawna za populistyczną, acz marginalną formację.

Wybory radnych i merów odbyły się w 36 tys. miast i gmin, a po pierwszej rozgrywce FN wygrał właściwie tylko w Henin-Beaumont - dawnym bastionie lewicy na północy kraju. Partia wystawiła 597 kandydatów, a 315 spośród nich zakwalifikowało się do drugiej tury, która odbędzie się w niedzielę.

Wydaje się, że skromne to zwycięstwo, ale francuskie dzienniki komentują wyborczy awans Frontu na pierwszych stronach. "Lewica ukarana (...) FN się przebił" - pisze konserwatywny katolicki "La Croix"; "Trwoga w miastach" - ostrzega lewicowy "Liberation"; "Potępienie (rządu)" - komentuje "Le Figaro". "Pojawiła się trzecia siła polityczna" w kraju - piszą zgodnie gazety. "FN staje się arbitrem życia politycznego we Francji" - ocenia "La Voix du Nord".

Problem polega na tym, że - jak ostrzegał "Economist", przewidując od wielu miesięcy wzrost popularności FN - skrajne partie populistyczne, gdy zyskują poparcie, "przeciągają całą debatę polityczną w swoją stronę". Jakby potwierdzając tę prognozę "Le Point" podaje w poniedziałek wyniki sondażu Ifop, według którego ponad 50 proc. zwolenników centroprawicowej, opozycyjnej UMP chciałaby, aby doszło do zbliżenia ich partii z FN, choć był on do niedawna uznawany za politycznego pariasa.

FN to partia określana jako skrajna prawica, a czasem jako faszyzująca prawica, ale jej program trudny jest do zakwalifikowania. Gdy w październiku 2013 roku FN zwyciężył w wyborach kantonalnych w miasteczku Brignoles, jego szefowa Marine Le Pen ogłosiła, że Front został "pierwszą partią Francji", i zagroziła procesami tym mediom, które będą go nadal nazywać skrajną prawicą.

FN stał się formacją klasy robotniczej, której obiecuje opiekę, ochronę przed międzynarodową konkurencją, protekcjonizm i państwo socjalne. Jest także partią tych Francuzów, którzy są szczególnie sfrustrowani napływem imigrantów z krajów arabskich, ale też z Europy Wschodniej, globalizacją, Unią Europejską, wolnym rynkiem itd.

Front został utworzony przez liderów ugrupowania Ordre Nouveau (Nowy Porządek), które na przełomie lat 60. i 70. było najważniejszą formacją neofaszystowską we Francji. Pierwszym przywódcą FN był Jean-Marie Le Pen, ojciec Marine. Partia opublikowała w 1973 roku swój program w manifeście pt. "Bronić Francuzów". Front definiował się w nim jako ruch "antykapitalistyczny, antyliberalny i antymarksistowski".

Marine Le Pen umie skapitalizować nawet przeciwstawne frustracje Francuzów - i te związane z kompleksem wobec USA, i te wynikające z obaw przed przysłowiowym "polskim hydraulikiem". Ogłosiła niedawno, że otworzenie rynku pracy w UE to "aberracja". Jak wszelkie partie skrajne i populistyczne FN potrzebuje swego czarnego luda, którym może straszyć. Dla Frontu przyczyną wszelkiego zła są imigranci z Maghrebu; w drugim rzędzie UE i "nieuczciwa konkurencja", jaką za jej sprawą stanowią pracownicy przybywający z Europy Wschodniej; a już kompletnym czarnym ludem jest globalizacja, wobec której należy zastosować wszelkie możliwe zapory.

Sukcesy Frontu w wyborach komunalnych to zły znak również dlatego, że potwierdzają sondaże, z których wynika, że w wyborach do Parlamentu Europejskiego wyprzedzi on zarówno socjalistów, jak i UMP. A FN to partia zdecydowanie antyunijna - Le Pen nie kryje nadziei na to, że - jak powiedziała w wywiadzie - "UE padnie na mordę".

Front przedstawia się jako ugrupowanie wrogie elitom, establishmentowi i mediom głównego nurtu. Le Pen ogłosiła niedawno, że popiera aneksję Krymu przez Rosję, referendum na półwyspie było w pełni legalne, Moskwa ma prawo do Krymu ze względu na "tradycje historyczne oraz swe interesy ma Morzu Czarnym". Oskarżyła przy tym główne media o przekłamywanie ukraińskiego kryzysu pod dyktando UE i USA.

Rzecznik szefowej FN Ludovic De Danne powiedział w wywiadzie dla rosyjskiego anglojęzycznego radia "Voice of Russia", że rewolucja na Ukrainie to efekt gry "globalistów z UE i USA". "Domyślam się, że to w głównej mierze gra o amerykańskie interesy, w mniejszym stopniu o interesy UE" - dodał.

Według De Danne'a za sprawą USA i UE media zakomunikowały wiele fałszywych ocen sytuacji, podczas gdy "Rosja zachowała się bardzo bezpiecznie i profesjonalnie, działając w taki sposób, by populacja (Krymu) mogła poczuć, że Rosja da jej bezpieczeństwo".

Kryzys finansowy pozwolił partiom populistycznym pożenić „starą nacjonalistyczną retorykę ze współczesnym eurosceptycyzmem” – napisał „Financial Times”. Problem w tym, że eurosceptycyzm znajduje poklask nie tylko wśród zwolenników FN i nie tylko we Francji, toteż Front szuka aliansów wśród antyunijnych formacji w całej Europie. Z wypowiedzi Le Pen można też wnioskować, że szuka sojuszników w Moskwie.

W styczniu delegacja FN z Le Pen na czele została przyjęta w Moskwie przez szefa Dumy Siergieja Naryszkina i przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Dumy Aleksieja Puszkowa. Podczas konferencji prasowej Le Pen odcięła się wtedy od "dezinformacji" szerzonej przez media na temat ukraińskiej rewolucji. "Odnoszę wręcz wrażenie, że UE prowadzi jakąś zimną wojnę z Rosją" - powiedziała. I podkreśliła, że wierzy, iż Francja i Rosja "mają te same interesy strategiczne".

Jak podkreślił "Economist" w raporcie poświęconym populistycznym partiom w Europie, skutki kryzysu pozwalają im, by zbijały kapitał polityczny łącząc całkowicie nieodpowiedzialną retorykę (bo nie sprawują realnej władzy) z obietnicami powrotu do starej, dobrej, przedunijnej rzeczywistości.

(PAP)