To inicjatywa Stowarzyszenia Wspierania Aktywności Niepełnosprawnych Intelektualnie "Aktywni" w Białymstoku. Ma służyć przede wszystkim integracji środowiska niepełnosprawnych i organizacji działających na ich rzecz, ale też przypominać o problemach tych osób.

Pochód tradycyjnie już przeszedł główną ulicą Białegostoku - Lipową. Uczestniczyli w nim przede wszystkim niepełnosprawni (m.in. osoby na wózkach inwalidzkich) oraz ich opiekunowie, uczniowie szkół i przedszkoli integracyjnych czy uczestnicy warsztatów terapii zajęciowej, głównie z Białegostoku, ale też innych miejscowości w regionie oraz goście z Litwy i Białorusi. Wzięli w nim udział także przedstawiciele władz miasta i województwa oraz prezydent Białegostoku, Tadeusz Truskolaski.

Jak mówili PAP uczestnicy marszu, to dla nich ważny dzień, bo mogą wyjść z domu i spotkać się z innymi ludźmi. 24-letnia Asia i 22-letnia Ewelina przychodzą na marsz co roku, wcześniej jako uczennice szkoły specjalnej, dzisiaj już jako uczennice szkoły zawodowej. Mówiły, że to okazja, żeby spotkać kolegów i koleżanki ze szkoły.

Na marsz przyszła też pani Marta z synem Filipem, który porusza się na wózku inwalidzkim. Powiedziała PAP, że w ten sposób integruje się z osobami, z którymi przebywa na co dzień. "Chcemy też pokazać najbliższemu otoczeniu, że wśród nas, osób zdrowych, są też osoby, które wymagają pomocy, ale chcą być też zauważone przez społeczeństwo i chcą być właściwie traktowani" - dodała.

Mówiła, że to okazja do powiedzenia o swoich problemach. Dodała, że chodzi przede wszystkim o kwestie finansowe, ale też o dostępność do lekarzy i rehabilitacji. Zwróciła też uwagę, że zbyt małe wsparcie udzielane jest rodzicom osób niepełnosprawnych. "Jeśli nas zabraknie, ich los jest cięższy i bardziej przykry, jest im bardzo trudno" - dodała.

Ludmiła Bogalska, prezeska Stowarzyszenia Wspierania Aktywności Niepełnosprawnych Intelektualnie "Aktywni" powiedziała, że bardzo ważne jest to, iż z roku na rok w marszu bierze udział coraz więcej osób o różnym stopniu sprawności, ale też coraz więcej urzędników i samorządowców. "Coraz więcej przychodzi osób niepełnosprawnych, coraz więcej ich wychodzi z domu, nie wstydzi się, te osoby czekają na ten marsz, cały rok" - mówiła.

Bogalska powiedziała, że marsz z jednej strony to okazja do integracji różnych środowisk, a z drugiej - to okazja do mówienia o problemach i potrzebach. "A problemy ciągle są mimo, że jest lepiej" - zauważyła.

Jako przykład podała bariery architektoniczne, których jest coraz mniej. Jej zdaniem, coraz mniej jest też barier mentalnych. Wśród problemów wymieniła m.in. problem z zatrudnieniem osób niepełnosprawnych, dla których jest to możliwość utrzymania się, ale to też - jak powiedziała Bogalska - program rehabilitacyjny.

Marsz zakończył się na Rynku Kościuszki, gdzie do godzin popołudniowych odbywał się festyn integracyjny.

Tadeusz Truskolaski mówił do uczestników, że to czas, "żeby być razem i żeby się integrować". Dodał, że miasto od lat działa na rzecz osób niepełnosprawnych, a marsz pokazuje, że "przełamujemy bariery techniczne i bariery mentalne". (PAP)