Po rozprawie sędziowie Trybunału Konstytucyjnego uznali sprawę za dostatecznie wyjaśnioną, ale postanowili odroczyć wydanie wyroku do 11 lipca, do godz. 9.00. (sygn. K 8/10)

Przez ponad sześć godzin sędziowie przesłuchiwali m.in. radców prawnych z Polskiego Związku Działkowców, prezesa konkurencyjnego związku działkowców, a także przedstawiciela Związku Miast Polskich. Sejm reprezentowali posłowie. Salę rozpraw wypełniał tłum obserwatorów, głównie działkowców zrzeszonych w PZD.

Jako pierwszy odpowiadał przedstawiciel wnioskodawcy Mateusz Pilich z Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego. Wnioskodawcą w tej sprawie był Lech Gardocki, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego.

Mateusz Pilich stwierdził, że PZD powstał na gruncie konstytucji PRL i nadal korzysta z nabytych wówczas uprawnień. Wskazywał, że nikt, oprócz PZD, nie może tworzyć rodzinnych ogrodów działkowych, a sam związek nie ma nic wspólnego ze zrzeszaniem się działkowców. Mówił, że działkowcy nie mają prawa do współdecydowania o działalności związku, a przywileje PZD naruszają konstytucyjną zasadę swobody zrzeszania się.

Gdy jeden z sędziów spytał, co stanie się z działkowcami, którzy chcieliby pozostać w PZD, jeśli związek ten przestanie istnieć na skutek stwierdzenia niekonstytucyjności ustawy, Pilich odpowiedział, że można ewentualnie wyposażyć inne organizacje działkowców w te same uprawnienia, jakie ma obecnie PZD.

Na pytania sędziów odpowiadała również reprezentująca Sejm posłanka Lidia Staroń. Mówiła, że do biur poselskich wpływają skargi działkowców na to, że są oni pozbawiani wpływu na funkcjonowanie związku. W skargach tych działkowcy piszą, że PZD to "państwo w państwie". Posłanka podkreślała również, że PZD jest jedynym związkiem działkowców, któremu gminy mają obowiązek nieodpłatnego przekazywania gruntu. Jej zdaniem jest to niezgodne z konstytucyjną zasadą równości.

Z kolei zastępca prokuratora generalnego stwierdził, że brak jakiegokolwiek nadzoru nad rozdzielaniem działek należących do PZD jest "swoistą dysfunkcją" i że zasady te powinny znaleźć się w akcie powszechnie obowiązującym, a nie wynikać z wewnętrznych regulaminów związku działkowców.

Sędziowie TK przepytywali też radców prawnych PZD. Sędzia Andrzej Rzepliński pytał m.in. o przymus bycia członkiem PZD w celu użytkowania działki. "Czy nie jest ze związkiem tak, jak z firmą Ford, że każdy może kupić dowolny samochód w dowolnym kolorze, pod warunkiem, że będzie to ford w kolorze czarnym?" - spytał sędzia. Na to pytanie jeden z radców prawnych PZD odpowiedział, że nie ma żadnego przymusu bycia członkiem PZD. Wyjaśnił, że zdarzały się przypadki pozbawiania członkostwa, ale głównie dlatego, że działkowcy stale zamieszkiwali na terenie ogrodów.

Sędziowie kilkakrotnie pytali o status prawny PZD. Jeden z radców związku wyjaśnił, że związek jest stowarzyszeniem i działa na podstawie ustawy o stowarzyszeniach. Dodał, że jest to organizacja społeczna, która ma służyć głównie emerytom i rencistom, jako element zabezpieczenia społecznego.

We wniosku do Trybunału Lech Gardocki, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, zarzucił niekonstytucyjność całej ustawie o rodzinnych ogrodach działkowych. Gdyby jednak Trybunał nie podważył konstytucyjności całej ustawy, będzie musiał - na wniosek Gardockiego - orzec, czy zgodnych z konstytucją jest kilkanaście konkretnych jej przepisów.

We wniosku do TK Gardocki zwracał uwagę na to, że przywileje PZD w stosunku do mienia komunalnego i mienia Skarbu Państwa są nieproporcjonalnie duże. Wskazywał, że każda likwidacja ogrodu działkowego wymaga uzyskania zgody PZD, co oznacza, że PZD ma o wiele silniejszą pozycję niż inne organizacje działkowców. Według Gardockiego państwo polskie nie chroni także w należyty sposób interesów działkowców.

Czwartkowej rozprawie przewodniczył wiceprezes TK Stanisław Biernat, a sprawozdawcą był prezes TK Andrzej Rzepliński.

Maciej Kasperowicz (PAP)

mkas/ kjed/ mki/ gma/