Sprawa dotyczyła kobiety, która odziedziczyła mieszkanie po dziadkach i rok później sprzedała je za 350 tys. zł. Za pieniądze ze sprzedaży chciała odkupić od męża część mieszkania, które należało do jego majątku prywatnego, niewchodzącego do wspólnego majątku małżeńskiego.

Kobieta była przekonana, że dzięki tej transakcji uniknie zapłaty podatku od sprzedaży mieszkania po dziadkach, który zasadniczo należy zapłacić, jeśli między nabyciem mieszkania (w tym wypadku otrzymaniem spadku), a sprzedażą nie minęło pięć lat.

Izba Skarbowa w Warszawie uznała jednak, że kobieta będzie musiała zapłacić podatek, bo umowa pomiędzy nią a jej mężem nie doprowadzi do tego, że przestanie ona być właścicielką pieniędzy, a mąż przestanie być właścicielem części swojego mieszkania. W wyniku takiej umowy powiększy się tylko ich majątek wspólny – stwierdziła izba.

Kobieta zaskarżyła decyzję izby do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Argumentowała, że mąż miał przekazać jej prawo do swojego mieszkania tylko pod warunkiem, że ona przekaże mu pieniądze za mieszkanie po dziadkach, w przeciwnym razie umowa między nimi w ogóle nie zostałaby zawarta. Twierdziła, że jest to więc wydatek na własne cele mieszkaniowe i dzięki temu nie będzie musiała zapłacić podatku od dochodu ze sprzedaży mieszkania po dziadkach.

Warszawski sąd zgodził się z izbą skarbową i orzekł, że w wyniku umowy pomiędzy kobietą a jej mężem nie dojdzie do przeniesienia pieniędzy z żony na męża i własności połowy mieszkania z męża na żonę. Sąd uznał, że pieniądze ze sprzedaży mieszkania po dziadkach zostaną w ten sposób wniesione do majątku wspólnego i nie będzie to taka sama transakcja, jak między osobami całkiem sobie obcymi, gdy jedna osoba staje się współwłaścicielem połowy mieszkania. WSA dodał, że na skutek tej transakcji mieszkanie będzie należeć niepodzielnie do obojga małżonków, podobnie jak pieniądze ze sprzedaży odziedziczonego lokalu.

Kobieta zaskarżyła wyrok warszawskiego sądu do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale ten oddalił w środę jej skargę kasacyjną (sygn. II FSK 2385/11). NSA uznał, że zarówno izba skarbowa, jak i WSA miały rację.