Kilka dni temu hiszpański tygodnik "El Pais" napisał, że Unia szykuje własny Plan Marshalla w wysokości 200 mld euro, by pobudzić gospodarkę poprzez finansowanie publicznych i prywatnych inwestycji np. w infrastrukturze i energii odnawialnej. Elementami tego planu miałyby być: wzmocnienie kapitału Europejskiego Banku Inwestycyjnego, emisja wspólnych obligacji na finansowanie infrastruktury oraz wykorzystywanie niewydanych funduszy unijnych.

Rzeczniczka Komisji Europejskiej zdementowała liczbę 200 mld euro, uznając ją za przedwczesną, ale już nie elementy samego planu. Urzędnicy w Brukseli od kilku miesięcy pracują na różnymi propozycjami, by zaradzić problemowi recesji i wysokiemu bezrobociu. Po dwóch tegorocznych szczytach poświęconych wzrostowi, które nie przyniosły konkretnych rezultatów, rośnie presja, by na szczycie w dniach 28-29 czerwca został przyjęty jakiś plan wsparcia wzrostu. Mówiła o tym w miniony weekend kanclerz Niemiec Angela Merkel, a przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy zapowiedział, że najpewniej na początku czerwca zaprosi do Brukseli przywódców państw UE na nieformalną kolację, by lepiej przygotować czerwcowy szczyt.

W Brukseli mówi się o różnych elementach tego planu. W grę wchodzi wzmocnienie kapitału Europejskiego Banku Inwestycyjnego, czemu jednak niezbyt chętne są Niemcy. Merkel, a także premier Włoch Mario Monti i prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Mario Draghi kładą nacisk na reformy strukturalne.

Najwięcej kontrowersji wzbudził jednak pomysł Montiego, który zaproponował - jak pisze "Le Monde" - elastyczność w kwestii dopuszczalnego pułapu 3 proc. PKB deficytu. Chce, by wydatki na projekty inwestujące w przyszłość odliczać od deficytu publicznego. To jednak mogłoby wywrócić przyjęty niedawno pakt fiskalny.

Jeszcze inne pomysły na walkę z kryzysem ma Francja, gdzie faworyt w niedzielnych wyborach socjalista Francois Hollande - jak niegdyś prezydent Nicolas Sarkozy - apeluje o zwiększenie funduszu ratunkowego strefy euro i większe zaangażowanie EBC. Opowiada się też za uwspólnotowieniem długu państw euro, czyli tzw. euroobligacjami, których wciąż nie chce zaakceptować Berlin.

Hollande zapowiedział też, że jeśli wygra wybory 6 maja, nie ratyfikuje traktatu o pakcie fiskalnym w jego obecnym kształcie. Domaga się, by do dokumentu przyjętego przez 25 państw UE (bez Czech i Wielkiej Brytanii) dodać część dotyczącą wzrostu. Co prawda, trudno wyobrazić sobie zgodę pozostałych przywódców, a zwłaszcza Merkel, na renegocjację traktatu, ale Hollande zapewne będzie nalegał na przyjęcie wiążącej deklaracji o wspieraniu wzrostu i zatrudnienia. Podczas wyborczej debaty telewizyjnej z Sarkozym w środę wieczorem Hollande zapewniał, że jego postulat spotyka się z coraz większym zrozumieniem w Europie.

Trudno się dziwić. W środę unijny urząd statystyczny ogłosił, że w marcu bezrobocie w strefie euro wzrosło do 10,9 proc., pobijając dotychczasowe rekordy. W zaledwie jeden miesiąc aż 169 tys. osób w strefie euro znalazło się bez pracy. W ciągu roku bezrobocie dotknęło kolejne 1,73 mln osób. Największe bezrobocie panuje w Hiszpanii (24,1 proc.) i Grecji (21,7 proc.). Sytuacja szybko pogarsza się także w Portugalii i we Włoszech. Zdaniem wielu analityków to efekt nie tylko wieloletnich problemów strukturalnych, ale też drastycznych środków oszczędnościowych podjętych, by zbijać deficyt i dług publiczny.

"Te dane Eurostatu dowodzą, że problem jest bardzo poważny, i potwierdzają, że potrzebne są pilne, dynamiczne reformy na rynku pracy" - powiedział rzecznik KE ds. zatrudnienia Jonathan Todd. Dodał, że 30 maja Komisja Europejska przedstawi rekomendacje w dziedzinie zatrudnienia dla państw UE, po analizie przysłanych właśnie przez rządy do Brukseli narodowych planów reform.

Z Brukseli Inga Czerny (PAP)

icz/ akl/ dym/