Na wokandę Sądu Najwyższego trafiła sprawa niecodziennego wypadku - jeden z pracowników zakładów chemicznych, poruszający się na rowerze po terenie zakładu, najechał na wystającą z miejsca parkingowego część naczepy ciężarówki. Wskutek tego doznał rozległych obrażeń głowy i twarzy. Jak stwierdzono w późniejszym dochodzeniu, poruszał się z prędkością przekraczającą 5 km/h, a takie właśnie ograniczenie obowiązywało na terenie zakładu. Naczepa ciężarówki została ustawiona w tym miejscu przez kierowcę będącego zarazem właścicielem ciężarówki. Kierowca miał podpisaną z zakładami chemicznymi umowę o świadczenie usług przewozowych. Naczepę postawił za zgodą pracownika zakładów odpowiedzialnego za transport.

Sądy uznały, że zakłady chemiczne odpowiadają za ten wypadek. Sąd I instancji stwierdził, że do zdarzenia doszło na terenie należącym do zakładów. Ponadto do wyrządzenia szkody doszło wskutek niedbalstwa pracownika odpowiedzialnego za transport, który dopuścił do ustawienia naczepy w taki sposób, że wystawała ona częściowo na drogę wewnętrzną, stwarzając zagrożenie dla osób poruszających się po tej drodze.

Sąd II instancji oddalił apelację zakładów chemicznych. Dopiero Sąd Najwyższy uwzględnił ich skargę kasacyjną i wyrokiem z 28 czerwca 2011 r. (sygn. akt II PK 9/11) nakazał ponowne rozpoznanie sprawy.

Rozstrzygnięcie SN wynikało przede wszystkim ze zmiany podstawy prawnej, na jakiej oparto zasądzone odszkodowania. Poszkodowany pracownik wskazywał jako podstawę dwa przepisy kodeksu cywilnego: art. 415 i art. 435. Zgodnie z pierwszym z nich, kto ze swej winy wyrządził drugiemu szkodę, ma obowiązek ją naprawić. Drugi przepis dotyczy ściśle odpowiedzialności prowadzącego przedsiębiorstwo i stanowi, że prowadzący na własny rachunek przedsiębiorstwo lub zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody (pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych itp.) ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.

Tymczasem sądy I i II instancji zdecydowały się rozstrzygać sprawę na podstawie art. 430 k.c. Przepis ten dotyczy odpowiedzialności za działania osób trzecich. Stwierdza on bowiem, że kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności.

W skardze kasacyjnej zakłady twierdziły, że wina w ustawieniu pojazdu (naczepy) nie leżała po stronie pracownika spółki, ale kierowcy będącego zleceniobiorcą zakładów. Zakłady podnosiły, że w toku procesu sądy I i II instancji nie ustaliły, czy istotnie w zakresie obowiązków pracownika spółki leżała dbałość o prawidłowe zaparkowanie naczepy. Dlatego - jak argumentowały - nie sposób mówić o związku przyczynowo-skutkowym między zachowaniem pracownika a szkodą.

Zarzuty te okazały się słuszne. SN stwierdził, że jeżeli w zakresie obowiązków pracownika nie leżało dopilnowanie, aby pojazdy były prawidłowo zaparkowane na terenie zakładu, to nie można mówić o bezpośredniej odpowiedzialności pracodawcy za wypadek przy pracy.

Zdaniem SN należy zatem ponownie zweryfikować podstawy prawne wskazane pierwotnie w powództwie. Jeden z przywołanych w nim przepisów (art. 435 k.c.) określa bowiem odpowiedzialność właściciela przedsiębiorstwa jako odpowiedzialność na zasadzie ryzyka. To daje możliwość rozstrzygnięcia wątpliwości dotyczących winy osób, za które odpowiedzialność miałby ponosić pozwany pracodawca, czyli w tym wypadku zakłady chemiczne - stwierdził w konkluzji SN. (PAP)

cmi/ kjed/