Zawody odbywają się co dwa lata. Polska była po raz drugi gospodarzem rywalizacji, w której tym razem wzięło udział 21 zastępów ratowniczych z 13 krajów, m.in. Australii, Kanady i Chin.
Uroczyste zakończenie zawodów odbyło się w Katowicach. Sukcesów zwycięskim drużynom gratulowali wojewoda śląski Piotr Litwa oraz organizatorzy zawodów: prezes Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego Andrzej Chłopek i prezes Wyższego Urzędu Górniczego Mirosław Koziura.
Sprawność ratowników oceniano w pięciu konkurencjach: symulowanej akcji ratowniczej, umiejętności mechaników sprzętu ratowniczego oraz mechaników sprzętu pomiarowego, udzielania pierwszej pomocy medycznej oraz w teście wiedzy.
Polskę reprezentowały cztery zastępy z kopalń węgla kamiennego i jeden z górnictwa rud miedzi: Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Katowickiego Holdingu Węglowego, Kompanii Węglowej, Tauronu-Wydobycie i KGHM Polska Miedź.
W kategorii „Symulowana akcja ratownicza” zwyciężyli ratownicy z kopalni Bobrek-Centrum przed gośćmi ze Słowacji i Australii. Kategorię „Pomoc przedmedyczna” zdominowali ratownicy z Polski - pierwsza była ekipa kopalni Borynia–Zofiówka–Jastrzębie, na drugim miejscu znaleźli się reprezentanci Tauronu Wydobycie, a na trzecim kopalni Bobrek-Centrum.
W kategorii „Pomiarowiec” najlepsi byli goście z Turcji, przed ratownikami z kopalń Borynia–Zofiówka–Jastrzębie i Bobrek-Centrum. W teście wiedzy 11 zastępów rozwiązało zadania w 100 proc., udzielając 20 prawidłowych odpowiedzi.
”Na pewno tegoroczne zawody były trudniejsze od poprzednich edycji. Nigdy wcześniej nie było tak dużo zadań odzwierciedlających rzeczywiste sytuacje, z jakimi mogą się spotkać ratownicy podczas akcji prowadzonych w kopalniach. Nowa formuła zawodów została pozytywnie oceniona przez uczestników, choć dużo było dyskusji ratowników przed startem w poszczególnych konkurencjach” - powiedział prezes WUG Mirosław Koziura.
Po raz pierwszy w międzynarodowych zawodach uczestniczyli ratownicy z Rumunii, Kolumbii i Wietnamu. W opinii głównego sędziego zawodów Andrzeja Kleszcza, debiutanci radzili sobie tak samo dobrze jak zastępy najbardziej doświadczone w międzynarodowych rywalizacjach.
„To był efekt połączenia praktycznych umiejętności wyniesionych z rzeczywistych akcji z formułą zawodów. Podczas realizacji zadań ujawniły się specyfiki narodowe. Niektóre zastępy prezentowały wręcz wojskowy dryl, w innych byli na przykład ratownicy o dużej nadwadze, która dyskwalifikowałaby ich do służby ratowniczej w pozostałych krajach” - powiedział Kleszcz.
„Dla Polaków dużym zaskoczeniem było pozostawienie poszkodowanego po zaopatrzeniu medycznym samego w wyrobisku i przystąpienie do kolejnych zadań. U nas najpierw trzeba rannych wytransportować, a jeśli to nie jest możliwe w danej sytuacji, to należy wezwać na pomoc kolejny zastęp. Dla sędziów istotne było to, że nie było takiego zadania, na którym potykałyby się wszystkie drużyny, bo to by znaczyło, że błędnie zostało zaplanowane” - dodał sędzia.
Uczestnikom zawodów nie towarzyszył doping publiczności. Wszyscy ratownicy wykonywali identyczne zadania bez udziału kibiców na specjalnych torach. Liczyła się koncentracja, praca zespołowa i wiedza wyniesiona ze szkoleń oraz doświadczenie zdobyte w prowadzonych akcjach. Tempo realizacji zadań miało drugorzędne znaczenie, ale w ostatecznym sumowaniu punktów rozstrzygnęło o zwycięstwie w konkurencji symulowanej akcji ratowniczej.
Zawody odbywały się pod honorowym patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego. W komitecie honorowym zasiadali m.in.: wicepremier Janusz Piechociński i minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński.(PAP)