PAP: Opolszczyzna dotychczas była znana jako region emigrantów. Pani w swojej wydanej niedawno książce „Imigracja zarobkowa do województwa opolskiego. Skala, warunki i perspektywy” stawia tezę, że jest to również region imigracji. Jak to możliwe?

Dr Sabina Kubiciel-Lodzińska: To naturalne – w miejsce ludzi, którzy wyjeżdżają, z czasem napływają inni, bo tworzy się luka na rynku pracy. Opolskie jest pod tym względem regionem modelowym. Opolanie już od lat 80. wyjeżdżali do pracy za granicą. W związku z tymi wyjazdami powstał brak rąk do pracy, zwłaszcza np. w budownictwie czy rolnictwie. Brakuje m.in. ślusarzy, spawaczy, frezerów i budowlańców. Część opolskich pracodawców zmuszona była sięgać po pracowników zagranicznych. Efekt jest taki, że w województwie opolskim wydawanych jest więcej zezwoleń na pracę dla cudzoziemców w przeliczeniu na liczbę mieszkańców niż choćby w województwach ościennych. Głównie są to obywatele Ukrainy i Mołdawii.

PAP: Ilu jest w Opolskiem imigrantów?

S.K.-L.: Nie ma, niestety, precyzyjnych statystyk. Są tylko dane dotyczące wydanych przez urząd wojewódzki zezwoleń na pracę oraz tzw. oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcowi, rejestrowanych w powiatowych urzędach pracy. Trzeba jednak pamiętać, że są to rejestry dokumentów, a nie ludzi podejmujących pracę. Co do ich liczby - w 2011 r. na Opolszczyźnie wystawiono około 800 zezwoleń i zarejestrowano ponad 4,2 tys. oświadczeń. W całym kraju w roku 2011 było w sumie około 37 tys. zezwoleń i blisko 260 tys. oświadczeń.

PAP: Ile zarabiają w Polsce przybysze ze wschodu?

S.K.-L.: Z przeprowadzonego przeze mnie badania wynika, że średnie pensje pracowników, którzy wykonują bardziej prestiżowe zawody – nauczyciele języków obcych czy delegowani menedżerowie firm – wynoszą przeciętnie 5,3 tys. zł netto. W przypadku osób wykonujących proste prace produkcyjne czy robotnicze – ok. 3 tys. zł netto. Warto dodać, że 86 procent ankietowanych pracowników wykonujących proste zawody stwierdziło, iż polski pracodawca zapewnił im też bezpłatne mieszkanie, a 28 procentom ankietowanych - również wyżywienie.

PAP: Mamy 13-procentowe bezrobocie. Czy mimo to pracodawcy polscy będą sięgać po siłę roboczą ze wschodu?

S.K.-L.: Na pewno. Tym bardziej że w Polsce następuje segmentacja rynku pracy, czyli wyodrębniają się zawody mniej i bardziej chętnie wykonywane przez polskich pracowników. Z drugiej strony przybywa ludzi z wyższym wykształceniem, którzy nie chcą pracować w zawodach robotniczych. Cudzoziemcy na rynku pracy to cecha krajów rozwiniętych, gdzie mimo bezrobocia są prace, których nie wykonują rodzimi pracownicy - jak w Niemczech. Są tam bezrobotni, a mimo to Polacy znajdują w tym kraju zatrudnienie.

PAP: Jakie opolskie doświadczenia dotyczące imigracji i emigracji zarobkowej można wykorzystać w innych regionach kraju?

S.K.-L.: Na Opolszczyźnie zjawisko imigracji zarobkowej bada się już dość dokładnie. Mamy działające od lat agencje pracy, które sprowadzają cudzoziemców, i takie, które wysyłają ludzi na zachód. Jest więc duże doświadczenie jeśli chodzi o pośrednictwo pracy. Mamy też otwartych pracodawców i społeczeństwo, które doskonale zna problem zarobkowych wyjazdów zagranicznych. Niemal każdy mieszkaniec opolskiego ma w rodzinie czy wśród znajomych kogoś, kto jeździ lub jeździł do pracy za granicę. Potrafimy więc wczuć się w sytuację i problemy imigrantów. Wszystko to trzeba wykorzystać choćby po to, by stworzyć imigrantom warunki funkcjonowania poza pracą na wypadek, gdyby chcieli u nas zostać. Tak, by nie powtórzyć błędu Niemiec, gdzie potworzyły się tureckie getta. Być może warto też kierunkować imigrację zarobkową i pozyskiwać ludzi o potrzebnych kwalifikacjach. W związku z planowaną koniecznością pracy do 67. roku życia mogą nam być potrzebne choćby opiekunki do osób starszych. Tak jak kiedyś Polki jeździły do Niemiec, by opiekować się starszymi, teraz Ukrainki mogłyby przyjeżdżać do nas. Zresztą – to już się dzieje.

PAP: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Kownacka (PAP)

kat/ hes/