Skargę do Komisji Europejskiej w sprawie nieprawidłowego wdrożenia unijnego prawa w Polsce Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” wysłała we wrześniu ub.r. Dotyczyła ona unijnej dyrektywy z 1999 r., która ma m.in. przeciwdziałać nadużyciom wynikającym ze stosowania następujących po sobie umów o pracę na czas określony.

"S" informuje w komunikacie, że ponieważ konsultacje z polskim rządem nie rozwiały wszystkich wątpliwości unijnych urzędników, Komisja Europejska zdecydowała się otworzyć formalne postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego; takim zobowiązaniem jest pełne i prawidłowe wdrożenie oraz przestrzeganie unijnego prawa.

Według "S", KE ma przede wszystkim zastrzeżenia do różnicy między długością okresu wypowiedzenia umów zawieranych na czas określony a długością okresu wypowiedzenia umów na czas nieokreślony, co w przypadku umów obejmujących podobny okres oznacza mniej korzystne traktowanie pracowników zatrudnionych na czas określony bez obiektywnego uzasadnienia. Ponadto KE uważa, że okres, który musi w Polsce upłynąć między dwiema umowami na czas określony, aby nie były one uważane za „następujące po sobie” jest zbyt krótki.

KE uważa także, że pojęcie „zadań realizowanych cyklicznie”, w ramach którego dozwolone jest nieograniczone zawieranie następujących po sobie umów na czas określony, nie jest wystarczająco określone w przepisach polskiego prawa. Jest także zdania, że prawodawstwo polskie niesłusznie wyklucza przyuczanie do zawodu oraz np. różnego rodzaju umowy w ramach szkoleń z zakresu ochrony przed zawieraniem nadmiernej liczby kolejnych umów na czas określony.

"To pierwsza skarga, którą Komisja Krajowa zdecydowała się złożyć do Komisji Europejskiej, a nasze argumenty dotyczące braku odpowiedniego zapobiegania nadużyciom w stosowaniu umów na czas określony zostały przyjęte" – oświadczyła kierownik Biura Eksperckiego KK Katarzyna Zimmer-Drabczyk.

Kierownik Działu Branżowo-Konsultacyjnego KK Sławomir Adamczyk ocenił, że Polska wdrożyła dyrektywę z 1999 r. niechlujnie. "Apele Solidarności o zmianę tego stanu rzeczy za pomocą procedur krajowych pozostawały bez echa. Doszło więc do kompromitującej dla naszego rządu sytuacji, że w obronie praw polskich pracowników występuje Komisja Europejska" - dodał.

Otwarcie procedury o naruszenie unijnego prawa może, ale nie musi skończyć się pozwaniem Polski przed unijny Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Znakomita większość postępowań kończy się na pierwszym etapie, czyli tuż po otwarciu postępowania, albo na drugim etapie, kiedy KE wysyła tzw. uzasadnioną opinię, bowiem przywołane do porządku kraje wprowadzają wymagane przez KE zmiany w swoim prawodawstwie.

"S" podaje, że Polska jest niechlubnym liderem, jeśli chodzi o umowy o pracę na czas określony - aż 27 proc. pracowników zatrudnionych jest w ten sposób. To niemal dwa razy więcej niż średnia unijna, która wynosi 14,2 proc. (PAP)