"Dajmy sobie jeszcze kilkanaście dni, co jest z naszej strony wyrazem dobrej woli, aby wszystkich wysłuchać, z nadzieją na późniejsze przyjęcie nowelizacji. Jeśli się wycofamy, projekt przepadnie" – zaznaczył Valls. Premier zamierza przeprowadzić konsultacje z centralami związkowymi, partiami oraz stowarzyszeniami przedsiębiorców.

O zapowiadanych od kilku miesięcy zmianach we francuskim kodeksie pracy rząd miał zadecydować na posiedzeniu 9 marca. Premier podjął decyzję o przesunięciu posiedzenia poświęconego tej sprawie na 24 marca.

Polecamy: Francuscy socjaliści zapowiadają liberalizację rynku pracy

Planowane zmiany miałyby dostarczyć bodźców ekonomicznych dla rozwoju i spowodować zmniejszenie stopy bezrobocia, utrzymującej się od dwóch lat na poziomie 10 proc.

Jest to celem strategicznym rządu i prezydenta Francois Hollande'a osobiście, uczynił on bowiem "z obniżenia bezrobocia warunek ubiegania się o reelekcję w 2017 roku" – pisze AFP. "Rzecz w tym, że od chwili objęcia przez niego urzędu liczba poszukujących pracy zwiększyła się z 4,4 mln do 5,5 mln" – zauważa agencja.

Wprowadzenie tygodniowej normy czasu pracy w wymiarze 35 godz. było w 2000 r. zasługą socjalistycznego rządu premiera Lionela Jospina. Zdaniem AFP ani prezydent Hollande, ani premier Valls nie mogą sobie teraz pozwolić na otwarte odstąpienie o tej "zdobyczy" lewicy. Zapis o 35-godzinnym tygodniu pracy pozostanie. Dążąc jednak do poszerzenia grupy potencjalnych wyborców o tych wyznających poglądy centrowe i starając się sprostać zadaniom, jakie stawia przed krajami strefy euro Komisja Europejska, tandem Hollande-Valls wprowadza w projekcie zmian do kodeksu pracy cały szereg "furtek", które mogą skutkować nagminnym naruszaniem praw pracowników – ocenia AFP.

Wśród proponowanych zmian w kodeksie najwięcej kontrowersji budzi zamiar uelastycznienia czasu pracy. Zgodnie z nimi w przedsiębiorstwach zatrudniających do 50 osób można by zawierać kontrakty bez obowiązywania norm tygodniowych. Przedsiębiorstwa zatrudniające większy personel mogłyby zarządzać wyjątkowo 48-godzinny tydzień pracy lub wprowadzać wymiar dzienny pracy do 12 godz. Możliwa byłaby też arbitralna redukcja personelu. Inna zmiana umożliwia niepłacenie za nadgodziny oraz pracę w nocy, jeśli opłacalność produkcji wymaga zwiększenia nakładów.

Zmianom sprzeciwia się wielu czołowych działaczy Partii Socjalistycznej (PS), która stoi w obliczu rozłamu z powodu sporów wokół tych propozycji – piszą agencje. Przywołują ubiegłotygodniowe wystąpienie b. przewodniczącej PS Martine Aubry, która zarzuciła Hollande'owi i Vallsowi, że "prowadzą politykę osłabiającą Francję".

Sprzeciwia im się także lewicowa centrala związkowa Powszechna Konfederacja Pracy (CGT) oraz radykalnie lewicowy ruch "Nowe prawo pracy? Nie, dziękuję" zainicjowany przez Jean-Luca Melenchona. Ruch zebrał już 770 tys. podpisów pod petycją o odstąpienie od zmian w kodeksie.

Realia są takie, że już teraz Francuzi pracują zazwyczaj 39 godz. tygodniowo, mimo że kodeks pracy decyduje inaczej – zauważa agencja Reutera. "Obawy, że zamiast spadku bezrobocia będziemy świadkami obniżenia poziomu ochrony pracownika we Francji, nie są pozbawione podstaw" – podsumowuje.(PAP)