„Propozycja rządu to konglomerat pobożnych życzeń i prawnych wybiegów, które będą miały skutek odwrotny od oczekiwanego i doprowadzą do osłabienia głównych motorów czeskiej gospodarki: wewnętrznego popytu i eksportu. Podwyższanie podatku VAT podczas recesji to samobójstwo" - uznał przewodniczący Senatu Milan Sztech.

Przeciw wprowadzeniu wyższej stawki podatku VAT głosowała opozycyjna lewica, która ma większość w 81-osobowym Senacie. Ale inicjatywę rządu odrzucili również niektórzy senatorowie rządzącej centroprawicy. Po burzliwej, wielogodzinnej debacie propozycji rządu premiera Petra Neczasa nie zaakceptowało aż 50 senatorów.

Nowelizację prawa podatkowego zatwierdziła 13 lipca Izba Poselska, niższa izba czeskiego parlamentu. Rząd argumentował, że podwyżka VAT jest istotną częścią pakietu stabilizacyjnego, który ma doprowadzić do obniżenia deficytu finansów publicznych. Planowano ograniczenie deficytu poniżej 3 proc. PKB w 2013 r. "Pakiet ustaw stabilizacyjnych dotyczący podwyżek VAT to polityczny kompromis. Bez jego zatwierdzenia nie możemy uchwalić ustawy budżetowej" - ostrzegał premier Neczas.

Centroprawicowy rząd zaproponował podwyżkę dwóch stawek VAT w ciągu trzech najbliższych lat o jeden punkt procentowy, czyli odpowiednio do 15 i 21 procent. Przewidziano również nową 7-procentową stawkę tzw. podatku solidarnego dla najlepiej zarabiających, których dochody przekraczają miesięcznie 100 tys. koron (4 tys. euro).

W 2016 r. obie stawki VAT miałyby zostać zrównane na poziomie 17,5 proc.

Neczas zapowiedział, że „celem rządu jest zwiększenie wpływów budżetowych o 105,7 mld koron (3,13 mld euro) w latach 2013-2015. W tym czasie deficyt powinien spaść do poziomu 2,9 proc. PKB w 2013 r., a w 2015 r. nawet do 0,9 proc. PKB.

Podwyżka VAT oburzyła jednak czeską opozycję. Szef Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD) Bohuslav Sobotka uznał, że „rozwiązanie centroprawicy jest niesprawiedliwe i opiera się na błędnych założeniach”.

Zdaniem lewicowych senatorów zwiększenie VAT doprowadziłoby m.in. do wzrostu cen żywności, leków i czynszów, a także kosztów opieki zdrowotnej i socjalnej. Zmiany mogliby odczuć przede wszystkim emeryci i rodziny o niskich dochodach. Rząd chce im to zrekompensować przez waloryzację emerytur i zasiłków, odpisy od podatków na wychowanie dzieci, ale opozycja jest pod tym względem sceptyczna.

"Rząd powinien raczej ciąć wydatki budżetowe, redukować obciążenia administracyjne i prawne przedsiębiorców" - twierdzili senatorowie.

Na tym samym posiedzeniu senatorowie odrzucili również Krajowy Program Reform przyjęty przez rząd w kwietniu w ramach strategii "Europa 2020". Uznali, że 100-stronicowy program "doprowadzi do stagnacji gospodarczej i pogłębi deficyt finansów publicznych". W tym przypadku stanowisko Senatu nie jest jednak dla rządu zobowiązujące.

Pakiet zmian podatkowych musi teraz zatwierdzić ponownie Izba Poselska. Przełamanie weta senatorów będzie wymagało poparcia 101 deputowanych. Właśnie tyloma głosami dysponuje w 200-osobowej izbie koalicja rządząca. Ale czwartkowe głosowanie w Senacie pokazuje, że i w koalicji są przeciwnicy podwyżki VAT. Niechętny zmianom podatkowym jest również prezydent Vaclav Klaus, co może dodatkowo skomplikować zamierzenia rządu Neczasa.

Senatorowie uznali też, że rządowa ustawa emerytalna, którą zatwierdziła już Izba Poselska, stanowi zbyt duże obciążenie dla budżetu państwa i nadmierne ryzyko dla obywateli. Odrzucili wprowadzenie drugiego filaru finansowanego przez prywatne fundusze inwestycyjne.

Rząd proponował, aby od 2013 r. składka płacona na ubezpieczenie społeczne była o trzy punkty procentowe niższa od obecnej, 28-procentowej. Uzyskaną różnicę można byłoby przekazać na prywatny fundusz emerytalny, ale jedynie wówczas, jeśli zostałaby uzupełniona przez dodatkową składkę z własnego zarobku w wysokości 2 procent. Ubezpieczenie miało mieć charakter dobrowolny, a o ewentualnym skorzystaniu z niego obywatele mieli decydować po ukończeniu 35. roku życia.

„Reformy emerytur nie przeprowadza się podczas recesji. Powinna być odłożona co najmniej do 2016 r." – stwierdził Sztech.

Andrzej Niewiadowski (PAP)

adn/ jhp/