Sprawa ta wywołała obawy obrońców praw człowieka w sprawie represji wobec demonstrantów, którzy sprzeciwiają się premierowi Hun Senowi. Jest on u władzy od prawie 30 lat.


Według organizacji broniących praw człowieka 23 oskarżonym grozi pięć lat więzienia.

"Robotnicy nikogo nie zranili" - powiedział Kong Athit z Kambodżańskiej Konfederacji Związków Zawodowych. Jego zdaniem proces jest "umotywowany politycznie". "Protestowali, bo nie chcieli mieć już głodowych płac" - dodał.

Kilkaset osób zebrało się przed sądem w stołecznym Phnom Penh. "Uwolnić 23!" - wykrzykiwali.

Na początku stycznia co najmniej czterech cywilów zginęło, gdy policja otworzyła ogień do demonstrujących pracowników zakładów odzieżowych, którzy żądali podwyżek płac. Chcieli, by płaca minimalna została podniesiona z 80 do 160 dolarów.

W fabrykach odzieżowych w Kambodży szyte są obrania m.in. takich wielkich marek jak Gap, Nike czy H&M. Sektor odzieżowy ma kluczowe znaczenia dla gospodarki jednego z najbiedniejszych krajów na świecie.

Międzynarodowa Konferencja Związków Zawodowych prowadziła ostatnio kampanię pod hasłem "Uwolnić 23". Jej celem było wywieranie presji na ambasady kambodżańskie na całym świecie.

W piątek w podobnej sprawie sądzone są również dwie inne osoby. Oskarżenia także dotyczą starć między pracownikami zakładów odzieżowych a policją w listopadzie ub.r. Podczas protestu zginęła kobieta.

W rezultacie styczniowych demonstracji władze zabroniły organizowania protestów i pochodów w Phnom Penh. Rozpędzono obóz zwolenników opozycji, która od tygodni domagała się nowych wyborów i dymisji premiera.

Zakaz oficjalnie zniesiono w lutym, ale w marcu siły bezpieczeństwa gwałtownie rozpędziły protest, podczas którego domagano się przydzielenia licencji niezależnej telewizji. Policja argumentowała, że demonstranci nie uzyskali zgody na protest.

W wyborach parlamentarnych w lipcu ub.r. zwyciężyła Kambodżańska Partia Ludowa (PPC) Hun Sena, ale był to jej najgorszy wynik od 1998 roku. Opozycja, która zdobyła znacznie więcej mandatów niż wcześniej, uważa, że doszło do fałszerstw i że w uczciwych wyborach otrzymałaby większość miejsc w Zgromadzeniu Narodowym.(PAP)