Aktywiści grali we wtorek przed kancelarią na olbrzymim bębnie, w który od południa do wieczora jednocześnie uderzało kilkadziesiąt osób. "Uderzamy w rytmie bicia serca, żeby poruszyć serce premiera i ministrów, by wprowadzili zakaz" - powiedział PAP rzecznik prasowy Greenpeace Jacek Winiarski.

W ciągu dnia bębniło w sumie kilkaset osób. "Przyłączyło się do nas też kilkunastu kolejarzy, których protest we wtorek przeszedł ulicami Warszawy przed kancelarię premiera" - powiedział Winiarski.

Ekolodzy mieli nadzieję, że spotka się z nimi premier lub któryś z ministrów. "Liczymy, że ktoś wyjdzie do nas z kancelarii - może sam premier Donald Tusk po posiedzeniu Rady Ministrów - i przyjmie nasze postulaty, wraz z informacją, że w internecie podpisało się pod petycją w sprawie zakazu prawie 40 tys. ludzi. Liczymy, że ten głos nie będzie zignorowany, a premier w końcu wywiąże się z deklaracji swojego rządu, bo już od pięciu lat opowiada o tym, że jest przeciwko GMO. Może w końcu zamieni się to w rzeczywistość" - mówił PAP Winiarski.

"Jesteśmy tutaj i gramy na największym bębnie świata wraz z innymi organizacjami przeciwnymi GMO, żeby wybębnić zakaz uprawy kukurydzy MON 810 w Polsce. Jest to jedna z dwóch odmian roślin genetycznie modyfikowanych, dopuszczonych do uprawy w Europie. Ziemniak Amflora jest w zasadzie marginalnym problemem, bo prawie się go nie uprawia" - powiedział Winiarski.

Ponieważ nikt do nich nie wyszedł, po godz. 16 ekolodzy przekazali petycję do premiera poprzez biuro podawcze KPRM. "Petycja w sprawie zakazu upraw kukurydzy modyfikowanej genetycznie w Polsce, podpisana przez prawie 40 tys. ludzi, została przekazana premierowi przez biuro podawcze" - poinformował rzecznik Greenpeace.

Dodał, że minister środowiska zgodził się na spotkanie z ekologami, ma ono się odbyć po Wielkanocy - w środę 11 kwietnia o godz. 11 w resorcie środowiska. Ministerstwo do czasu nadania depeszy nie odniosło się do tych informacji.

Projekt rozporządzenia zakazującego upraw kukurydzy MON 810 już kilka tygodni temu przygotował minister rolnictwa, ale w ocenie ekologów opiera je na podstawach prawnych, które mogą zostać odrzucone przez Komisję Europejską. Ekolodzy sądzą, że wystarczy - tak jak to zrobiły inne kraje europejskie - skorzystać z tzw. klauzuli bezpieczeństwa w dyrektywie dotyczącej upraw GMO i zabronić uprawy kukurydzy MON 810. Zakaz wprowadziły: Niemcy, Francja, Węgry, Luksemburg, Grecja i Austria, a w Bułgarii trwają prace nad podobnym rozwiązaniem - podał rzecznik Greenpeace. Rządy te uznały, że genetycznie modyfikowana kukurydza może zagrozić różnorodności biologicznej.

W ocenie ekologów w Polsce areał upraw GMO w naszym kraju rośnie i nikt go nie kontroluje. Rolnicy korzystają z polskiego bałaganu prawnego, w którym istnieje zakaz handlu ziarnami GMO z przeznaczeniem na wysiew, lecz sam wysiew nie jest zabroniony. Obchodzą oni zakaz obrotu ziarnem, kupując je za granicą - np. w Czechach, i wysiewają na swoich polach. Ekolodzy szacują, że w Polsce jest już ok. 3 tys. ha pól obsianych kukurydzą MON 810. Według Greenpeace oznacza to realne zagrożenie skażeniem naturalnych upraw, a to z kolei może zagrozić eksportowi polskiej żywności.(PAP)

ago/ mki/ gma/