PAP: Instytut Spraw Publicznych przy pomocy partnerów zagranicznych prowadzi monitoring finansowania kampanii samorządowych w Polsce, Słowacji i Słowenii. Skąd zainteresowanie akurat Słowacją i Słowenią?

Filip Pazderski: W tych dwóch krajach wybory samorządowe odbywają się w podobnym terminie jak w Polsce i można pokusić się o wyciągniecie wspólnych wniosków w oparciu o wyniki takiej obserwacji. 5 października br. mają się odbyć wybory samorządowe w Słowenii, a 15 listopada, dzień przed polskimi, w Słowacji. Poza tym kraje te są zbliżone kulturowo i historycznie do Polski.

PAP: W Słowacji i Słowenii funkcjonują też trzy szczeble samorządowe?

F.P.: Nie, zarówno w Słowacji jak i w Słowenii jest tylko jeden szczebel samorządowy, odpowiadający naszym gminom. To są znacznie mniejsze kraje od Polski. W Słowacji będzie tylko jedna tura wyborów. Mają tam ordynację większościową i też bezpośrednio wybierają burmistrzów i prezydentów miast oraz wójtów. Ale ten, kto zdobędzie zwykłą większość głosów, wygrywa. Co ciekawe, Słowacy nie mają obecnie żadnych regulacji prawnych, które określałaby reguły prowadzenia kampanii wyborczej do samorządów i zasady jej finansowania.

PAP: Nie ma żadnych limitów wydatków?

F.P.: Nie ma żadnych limitów wydatków ani żadnych obowiązków, związanych z przejrzystością i sprawozdawczością. Dopiero niedawno przyjęta została nowa ustawa, która reguluje zasady przeprowadzania i finansowania kampanii. Jedyny wymóg prawny, jaki obecnie mają Słowacy, to obowiązek składania raz w roku sprawozdania finansowego z działalności partii, ale np. bez wskazania konkretnych celów poniesionych wydatków.

PAP: Co ze źródłami finansowania? Też nie ma żadnych ograniczeń? Mogą przyjmować pieniądze, od kogo chcą?

F.P.: Nie ma żadnych ograniczeń. Sam się zdziwiłem, gdy się o tym dowiedziałem. Tam bardzo długo trwały prace nad tą nową ustawą, która wejdzie w życie w przyszłym roku. Były wokół tego zawirowania polityczne.

PAP: Ta sytuacja sprzyja podatności na korupcję...

F.P.: Nie ma co ukrywać. Pewną specyfiką Słowacji jest też to, że kampania jest stosunkowo krótka. Zaczyna się 17 dni przed terminem wyborów i kończy się dwa dni przed głosowaniem. Ale ta nowa ustawa wprowadza limity wydatków na kampanię. Zastosowano w niej też ciekawe rozwiązanie - wszystkie wydatki komitetów wyborczych będą musiały być prowadzone za pośrednictwem tzw. otwartego rachunku bankowego. To taki rachunek, na który każdy może sobie wejść i podejrzeć, co tam się dzieje, jakie operacje zostały wykonane. To ciekawe rozwiązanie pod kątem transparentności procesu finansowania polityki.

PAP: Jak wygląda sytuacja w Słowenii? Tam też jest taka "wolna amerykanka" w finansowaniu kampanii?

F.P.: Nie, tam są regulacje dosyć szczegółowe, podobnie jak u nas. Są ograniczenia w zbieraniu pieniędzy na kampanię. Można je pozyskiwać tylko od osób fizycznych lub wykorzystywać pieniądze publiczne, w przypadku partii politycznych. Podobnie jak w Polsce. Nie ma więc mowy, by np. jakieś firmy bezpośrednio finansowały czyjąś kampanię. Jest też wprowadzony limit wpłaty wniesionej przez osobę fizyczną - dziesięciokrotność średniego wynagrodzenia. Występują także ograniczenia w przyjmowaniu przez komitety świadczeń niefinansowych. Komitety muszą też składać szczegółowe raporty finansowe, które przesyłają do specjalnego sądu. Poza tym kampania wyborcza trwa tylko 30 dni.

PAP: Czyli zasady podobne do polskich. Czy są jakieś zasadnicze różnice?

F.P.: Większych różnic nie ma. Podobnie jak u nas, jest wymóg posiadania przez komitet wyborczy oddzielnego konta bankowego, poprzez które prowadzi się wszystkie operacje, związane z kampanią.

PAP: Też są wybory bezpośrednie burmistrzów miast?

F.P.: Tak - i podobnie jak u nas, są dwie tury tych wyborów. W pierwszej trzeba uzyskać bezwzględną większość głosów, by zostać wybranym.

PAP: W którym z trzech krajów - Polsce, Słowenii czy Słowacji - system finansowania kampanii samorządowych jest najbardziej transparentny?

F.P.: Na pewno w Polsce to prawo jest najbardziej rozbudowane i szczegółowe, choć ten nasz system też ma pewne luki.

PAP: Na przykład?

F.P.: Na przykład to, że Państwowa Komisja Wyborcza i jej regionalni komisarze realizują funkcje kontrolne głównie już po wyborach. Organy te właściwie mogą sprawdzić tylko to, czy kwoty w sprawozdaniach się zgadzają, nie są w stanie skontrolować poszczególnych faktur. Poza tym dzieje się to w momencie, gdy wybory się już odbyły, decyzje wyborców zostały podjęte. Oczywiście komitet wyborczy może ponieść potem konsekwencje finansowe, ale różnie z tym bywa.

PAP: Czyli ten otwarty rachunek bankowy, który będzie w Słowacji, w Polsce też mógłby zostać wprowadzony jako instrument bieżącej kontroli?

F.P.: Na pewno. Dobrze, by komitety wyborcze same też chciały dbać o maksymalny poziom przejrzystości swoich finansów. Zresztą niektóre partie już dziś deklarują dbałość o przejrzystość życia publicznego w Polsce. Dobrze, by za takimi deklaracjami poszły działania – np. sprowadzające się do zastosowania odpowiednich standardów w trakcie pracy powołanego przez daną partię komitetu wyborczego.

PAP: Jakie rozwiązania ze Słowenii czy Słowacji można by jeszcze wprowadzić w Polsce?

F.P.: Korzystne byłoby prawne uregulowanie działań takich instytucji jak nasz Instytut Spraw Publicznych, prowadzących obywatelski monitoring wyborów. W wielu krajach europejskich rola takich instytucji jest wpisana do prawa wyborczego, a my działamy właściwie wyłącznie jako zatroskani obywatele. Nie mamy jednak żadnych formalnych metod nacisku na komitety wyborcze, które mogłyby służyć skłonieniu tych podmiotów do większej z nami współpracy.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz (PAP)