"Byłoby dziwne, gdyby samorząd nie generował liderów, którzy byliby później w stanie zajmować się nie tylko społecznością lokalną, ale i całym krajem" - powiedział politolog zajmujący się tematyką samorządową Artur Celiński. Zwrócił jednak uwagę, że wzrasta ranga władz samorządowych i przestają one być traktowane jako etap w politycznej karierze. "Lokalni politycy zaczynają postrzegać, że ich misją i rolą jest dbanie o społeczność lokalną. Chcą to robić na coraz wyższym poziomie, coraz lepiej" - ocenił.

Także prezes Fundacji Szkoła Liderów Przemysław Radwan-Rohrenschef uważa, że ścieżka kariery politycznej powinna wieść przez samorząd. "Ludzie, często zamrożeni w rzeczywistości pozarządowej, inicjatywach społecznych powinni iść do życia politycznego, by wpływać na zmiany systemowe a nie tylko podejmować działania ad hoc. Ta tendencja w Polsce jest jednak mała. Mamy trochę takich karier: ktoś zaczyna w samorządzie i wchodzi do parlamentu, ale to wciąż za mało" - podkreślił.

Według niego samorządowcy nie chcą wchodzić do polityki centralnej, gdyż wiedzą, że nie będą tam mieli realnej władzy. "Przy obecnych wodzowskich partiach i małej demokracji wewnątrzpartyjnej wpływ szeregowego członka partii na to, co się w nich dzieje jest mały. To zniechęca samorządowców" - zaznaczył.

Samorząd i lokalna polityka jest więc tą sferą, w którą coraz więcej osób chce się angażować. Zdaniem Celińskiego, udział lokalnych aktywistów we władzach samorządowych zależy od obywatelskiego zaangażowania samej społeczności.

Ekspert zwrócił uwagę, że na budowanie i aktywizowanie społeczeństwa obywatelskiego było przeznaczanych bardzo dużo środków. "Chyba nie do końca to się nam udało. Zdaje się, że wciąż mamy do czynienia z dużą ignorancją wśród mieszkańców. W szkołach nie uczymy demokracji w działaniu, ale definicji słownikowych. Niekoniecznie też czujemy związek między wyborami a tym, co się dzieje w lokalnym środowisku. Wciąż za duży jest dystans między mieszkańcami a politykiem" - ocenił.

Z kolei Radwan-Rohrenschef ocenił, że w wyborach samorządowych jest duża otwartość na lokalnych liderów. "Gdyby spojrzeć na przeciętną listę kandydatów w dużym mieście, są na niej członkowie partii, byli radni, nowicjusze działający przy kampanii wyborczej i mający możliwość sprawdzenia się w boju oraz liderzy inicjatyw obywatelskich, którzy chcą zaangażować się politycznie i jednocześnie mają przyciągnąć wyborców" - powiedział.

Z kolei w mniejszych środowiskach liderzy lokalni startują obok kandydatów sympatyzujących z partiami politycznymi. "Partie polityczne najczęściej nie wystawiają tam kandydatów pod własnym szyldem, co nie oznacza, że wybory te nie są partyjne. Lokalne środowisko doskonale wie, z którą partią sympatyzuje dany kandydat" - dodał.

Zwrócił też uwagę, że do sukcesu wyborczego kandydat musi mieć zaplecze, ale niekoniecznie partyjne. "Niewątpliwie trzeba mieć zaplecze, swoich ambasadorów, otoczenie, które pomoże przygotować program, zrobić kampanię" - dodał Radwan-Rohrenschef.

Zaznaczył przy tym, że co prawda partia ma gotowy aparat, finanse na kampanię, ale z drugiej strony obecnie poparcie dla kandydatów lokalnych jest stosunkowo silne. "Jeśli chodzi o duże miasta, to 16 listopada zobaczymy, czy lokalnym aktywistom uda się wejść do rad. Jeśli chodzi o mniejsze ośrodki, dane z poprzednich lat pokazują, że nie ma z tym problemu - do rad weszło dużo radnych niezwiązanych z partiami politycznymi natomiast związanych z organizacjami para politycznymi, czy zakorzenionymi lokalnie, o silnej pozycji" - podkreślił.

Eksperci mówili także o roli, jaką lokalni liderzy mogą odgrywać w radach. "Do pełnienia funkcji publicznych potrzebujemy różnorodnych kandydatów - i tych przeszkolonych przez starszych kolegów, polityków jak i niosących inną perspektywę, świeże spojrzenie" - zaznaczył Celiński. "Społeczni aktywiści częściej odwołują się do woli ogólnospołecznej. Szkoda byłoby, gdyby jedynym zasobem kadrowym dla samorządów, dla polityki byli ludzie z partyjnych młodzieżówek, działacze partyjni" - dodał.

Z kolei Radwan-Rohrenschef zaznaczył, że dla funkcjonowania rady nie jest kluczowe, czy zasiadają w niej radni partyjni czy wybrani z komitetu lokalnego. "Ważne, by w radzie powstawały sensowne większości, by możliwe było działanie zespołowe" - podkreślił.

Zdaniem eksperta plusem partyjnych radnych jest ich przewidywalność i kontrola, której podlegają. "Natomiast komitety lokalne są dwojakiego rodzaju. Są komitety związane ze stabilną organizacją, co gwarantuje przejrzystość i przewidywalność zachowań. A także komitety lokalne, powstające ad hoc, przed wyborami robiące łapankę nawet ciekawych osobistości, które jednak wcześniej nie grały w jednej drużynie. Po wygraniu wyborów może się okazać, że jest im nie po drodze, albo że wycofają się z zapowiadanego wcześniej programu" - zaznaczył. (PAP)

  Wybory samorządowe 2014 - zobacz listę gotowych do pobrania wzorów wyborczych>>>