"Kiedy 3 lipca dowiedziałem się o inicjatywie referendalnej, powiedziałem, że wierzę w mądrość bydgoszczan i dzisiaj mogę powiedzieć, że nie zawiodłem się" - w ten sposób sprawę skomentował w piątek prezydent Bruski.

Przez ostatnie dwa miesiące w mieście prowadzona była akcja pod hasłem "Bruski musi odejść". Jednym z jej inicjatorów był Paweł Skutecki (Kukiz'15).

Poseł poinformował w piątek dziennikarzy, że nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów. Przedstawił też protokół zniszczenia, przeprowadzonego przez specjalistyczną firmę, kart z danymi i podpisami poparcia zwolenników referendum. W protokole nie było informacji dotyczących liczby podpisów na kartach.

"Wykorzystaliśmy demokratyczne możliwości żeby zapytać bydgoszczan, czy chcą odwołania prezydenta przed zakończeniem kadencji. Blisko 25 tys. bydgoszczan chce inaczej zarządzanego miasta. To bardzo dużo, ale wciąż za mało, żeby doprowadzić do zmian już teraz. Z pokorą przyjmujemy decyzję bydgoszczan, żeby zmiany odbyły się w ustawowym terminie" - podkreślił Skutecki.

Polityk podziękował za ciężką pracę wolontariuszom, którym - jak mówił - zdarzyło się przy okazji doświadczyć nielicznych, ale bolesnych obelg i fizycznych aktów agresji.

"Nie przegraliśmy tej potyczki. Wygraliśmy doświadczenie, zgraną drużynę, zdiagnozowaliśmy sojuszników. Daliśmy bydgoszczanom jasny przekaz, kto jest w tym mieście jedyną opozycją. W ciągu dwóch miesięcy odbyliśmy tysiące rozmów z mieszkańcami. Wykorzystamy tę wiedzę. Rozpoczynamy już teraz, dzisiaj, marsz po mandaty radnych. Przez dwa miesiące byliśmy merytorycznymi krytykami prezydenta Rafała Bruskiego, wciąż to będziemy robili, ale jednocześnie ruszamy z ofensywą pozytywnych propozycji dla Bydgoszczy i bydgoszczan" - zadeklarował Skutecki.

Bruski, odnosząc się do akcji referendalnej, ocenił na konferencji prasowej, że przez dwa miesiące jej trwania organizatorzy podejmowali wiele działań nie fair. Zapewnił, że tak, jak dotychczas, zamierza skupić się na tym, by zmieniać Bydgoszcz. "Mamy zabezpieczone około miliarda złotych ze środków zewnętrznych, czyli unijnych na inwestycje. To są olbrzymie wyzwania i tak naprawdę to są zadania, którymi się zajmowałem i będę się zajmować" - powiedział prezydent.

Bruski zaznaczył, że z informacji, które do niego dotarły, wynika, że nie zebrano 25 tys. podpisów, ale zdecydowanie mniej. "Nie dziwię się, że dziennikarzom pokazano tylko protokół ze zniszczenia. Jak ktoś miałby odwagę, szczególnie partner pana Kukiza, który tak wzywa do transparentności, to przyniósłby te podpisy i pokazał, nawet zaniósł do komisarza (wyborczego) albo zaprosiłby dziennikarzy na zniszczenie" - dodał prezydent.

Do zwołania referendum w sprawie odwołania prezydenta Bydgoszcz konieczne było zebranie prawie 28 tys. podpisów, czyli 10 proc. osób uprawnionych do głosowania. (PAP)

rau/ mkr/