Prace nad projektem tej ustawy trwają od kilku lat. Ma ona wdrożyć do polskiego prawa unijne dyrektywy antydyskryminacyjne, których niepełną implementację zarzucała Polsce Komisja Europejska.

Przedłożony przez Radziszewską projekt ustawy skrytykowali posłowie lewicy. Zdzisława Janowska (SdPl) oceniła, że zawiera on wiele niejasności, jest niekompletny i niezgodny z dyrektywami UE. Zgłosiła też wniosek o wysłuchanie publiczne w sprawie tego projektu.

Anna Bańkowska (SLD) przypomniała z kolei, że jej klub w ub.r. zgłosił projekt ustawy, przewidujący powołanie Rzecznika ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji, który do tej pory nie został skierowany przez marszałka Sejmu do dalszych prac. Apelowała o powołanie podkomisji, która zajęłaby się oboma projektami, "by nie było tak, że w Sejmie dochodzi do dyskryminacji opozycji".

Prowadzący obrady Sławomir Piechota (PO) powiedział jednak, że "w rozwiniętych demokracjach nie ma wątpliwości, że projekty rządowe mają absolutne pierwszeństwo". To z kolei spotkało się z krytyką ze strony Marka Balickiego (SLD), który powiedział, że takiego postępowania nie przewiduje regulamin Sejmu.

Projekt nowej ustawy skrytykowali obecni na posiedzeniu komisji przedstawiciele organizacji pozarządowych. Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego argumentował, że na powierzenie spraw dotyczących równego traktowania urzędom, takim jak Rzecznik Praw Obywatelskich, zdecydowały się tylko cztery kraje europejskie. Podkreślił, że w krajach tych liczba skarg kierowanych do tych urzędów jest znacznie niższa niż do niezależnych urzędów w innych krajach.

Przedstawicielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Dorota Pudzianowska zwróciła uwagę, że projekt ustawy nie przewiduje przeznaczenia żadnych dodatkowych środków na działalność RPO. W jej ocenie może to doprowadzić do marginalizowania w biurze rzecznika spraw z zakresu równego traktowania. Robert Biedroń z Kampanii Przeciw Homofobii podkreślił zaś, że w projekcie różną ochroną przed dyskryminacją objęto poszczególne grupy społeczne, w tym osoby niepełnosprawne, co w jego ocenie może być sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości.

Słowa przedstawicieli organizacji skrytykowali dwaj niepełnosprawni, poruszający się na wózkach inwalidzkich posłowie. Przewodniczący Piechota przekonywał, że osób niepełnosprawnych nie można zaliczyć do grup mniejszościowych, bo "każdy kiedyś w życiu jest niepełnosprawny, choćby na starość". Filip Libicki (niezrzeszony) zarzucił z kolei przedstawicielom organizacji manipulację. "Wiecie o tym, że problematyka osób niepełnosprawnych cieszy się w społeczeństwie poparciem większym niż problematyka, którą wy się zajmujecie. Dlatego dołączacie ten problem, bo chcecie się (...) na tym wózku przewieźć" - powiedział. Jego słowa spotkały się z aplauzem części posłów.

Po tych słowach Janowska zaapelowała do Piechoty, by komisja nie stała się miejscem, "gdzie próbuje się zwaśnić różne grupy społeczne, które podlegają dyskryminacji". "Nie wyobrażam sobie, by w naszej komisji jedna grupa była przeciwko drugiej grupie. (...) Przed chwilą okazało się, że to spotkało się z aplauzem większości państwa, bo rozległy się brawa. To się dzieje w Sejmie, wśród posłów, reprezentantów różnorodnych środowisk w naszym kraju" - powiedziała.

Ripostowała Magdalena Wróbel (PiS). "Żyjemy w wolnym kraju. Mam prawo reagować oklaskami, jeśli podzielam czyjś pogląd. Nie życzę sobie, by w Polsce te moje prawa były w jakikolwiek sposób ograniczane, a już z całą pewnością nie na posiedzeniu komisji sejmowej" - powiedziała.

Ostatecznie posłowie zdecydowali, że projektem ustawy zajmie się nowo powołana podkomisja. Wcześniej nie zgodzili się, by projekt był tematem wysłuchania publicznego. Sprawozdanie z prac komisji ma być gotowe w drugiej połowie października. (PAP)