"Brak jest powodów do tego, aby kwestionować prawidłowość zebranych dowodów. Dowody obciążające skazanego w tej sprawie wzajemnie się uzupełniają" - wskazała w uzasadnieniu postanowienia SN sędzia Małgorzata Gierszon.

O sprawie 44-letniego obecnie Ukraińca ściganego przez 20 lat listem gończym pisały media. Mężczyznę poszukiwano za zabójstwo w grudniu 1993 r. mieszkańca Leżajska zajmującego się wymianą walut. Ukrainiec został zatrzymany w marcu 2013 r. podczas odprawy granicznej w Medyce (Podkarpackie). Mężczyzna podróżował busem; chciał wjechać z Ukrainy do Polski, w paszporcie miał wizę krajową z prawem do pracy. Miał zamiar kupić samochód i wrócić nim na Ukrainę.

Andriy D. nie spodziewał się zatrzymania. Wcześniej kilkakrotnie przekraczał już granicę, ale ponieważ zmienił na Ukrainie nazwisko, nie został wówczas wychwycony przez służby. Wyrok I instancji skazujący Ukraińca na 25 lat więzienia i utrzymujący to orzeczenie wyrok sądu apelacyjnego zapadły w drugiej połowie 2014 r.

Do zbrodni doszło w piwnicy jednego z bloków w Leżajsku. Zabójca zadał ofierze wiele ciosów nożem. Głównym dowodem w sprawie były zeznania jednego z lokatorów bloku - 90-letniego mężczyzny, który zszedł do piwnicy, gdy usłyszał hałas i widział sprawcę. Z kolei w domu wynajmowanym m.in. przez skazanego w tapczanie znaleziono jego zakrwawioną kurtkę, w którą miał być ubrany podczas zabójstwa.

Dowody te kwestionowała obrona. "Świadek miał 90 lat, a dowód z jego przesłuchania nie mógł być przeprowadzony bezpośrednio przed rzeszowskim sądem, gdyż w momencie procesu od dawna już nie żył" - wskazywał reprezentujący skazanego mec. Jakub Czyżewski. Dodał, że nielogiczne było także przyjęcie, iż sprawca po prostu zostawił obciążającą go kurtkę w domu. Zdaniem obrony kurtka mogła być skazanemu skradziona, a sprawców zbrodni należy szukać wśród innych zamieszkujących w tym domu Ukraińców, powiązanych ze światem przestępczym.

"Wówczas w Leżajsku i okolicach było wiele napadów na osoby zajmujące się wymianą walut" - wskazywała obrona. Tymczasem skazany Andriy D. - jak dodała - po 1993 r. nie miał konfliktów z prawem, na Ukrainie prowadził działalność gospodarczą.

Według SN sądy wnikliwie zbadały dostępny materiał dowodowy, w szczególności postępowanie z głównym świadkiem w sprawie. SN podzielił zdanie prokuratury, iż mimo podeszłego wieku osoba ta próbowała przeszkodzić w zbrodni i była obdarzona dużym "intelektem i refleksem". Pierwszego przesłuchania tego świadka dokonano cztery godziny po zdarzeniu, a na okazanych zdjęciach wskazał on skazanego, jako osobę najbardziej podobną do sprawcy.

Również - jak wskazał SN - wyjaśnienia skazanego odnoszące się do kurtki były niejednoznaczne i okazały się sprzeczne z późniejszymi ustaleniami. Ponadto sprawca po zdarzeniu w sposób nagły wyprowadził się z wynajmowanego lokum.

W przypadku zbrodni zabójstwa przedawnienie następuje po 30 latach od chwili zdarzenia. Oddalenie kasacji oznacza definitywny koniec tego postępowania. Obrona nie wyklucza jednak prób wznowienia sprawy, w związku m.in. z nieznanymi przed prawomocnym zakończeniem procesu okolicznościami jednego z zabójstw, do jakiego doszło w Rzeszowie w 1994 r. (PAP)