Po załamaniu się rozmów sondażowych o koalicji między blokiem partii chadeckich CDU/CSU a liberałami z FDP i Zielonymi Niemcom grozi kilkumiesięczny brak stabilizacji, a potem nowe wybory parlamentarne.

Wielu komentatorów i dyplomatów obawia się, że brak rządu w Berlinie z silnym zapleczem politycznym będzie przeszkodą w przeprowadzaniu śmiałych reform w UE. Wizja przyszłości strefy euro, jaką przedstawił prezydent Francji Emmanuel Macron, różni się od niemieckiej. Wobec braku rządu w Berlinie ustalenie wspólnych działań Niemiec i Francji, dwóch największych gospodarek eurolandu, staje pod znakiem zapytania.

Szef KE Jean-Claude Juncker dwukrotnie w ostatnich dniach - w sobotę i w poniedziałek - rozmawiał z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. "Oczywiście (Juncker) śledzi uważnie wydarzenia w Niemczech. Europa nie zatrzyma się w tym okresie, będziemy przedstawiać nasze propozycje w sprawie nowej architektury unii gospodarczo-walutowej, jak to zostało zapowiedziane" - zaznaczył Schinas.

6 grudnia Komisja ma przedstawić projekt reformy Europejskiego Mechanizmu Stabilności (EMS), aby odgrywał rolę nie tylko podczas kryzysów, lecz także zapobiegał ich powstawaniu. Wśród części państw eurolandu panuje przekonanie, że EMS, który obecnie dostarcza finansowanie Grecji, powinien być przekształcony w Europejski Fundusz Walutowy.

W połowie grudnia ma się odbyć szczyt strefy euro, który ma wyznaczyć kierunek pogłębienia integracji w eurolandzie. Głos Niemiec, największej gospodarki wśród krajów ze wspólną walutą, jest w tym kontekście kluczowy.

Zgodnie z planem działań wyznaczonym przez szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska grudniowe spotkanie przywódców eurolandu miało być początkiem półrocznych dyskusji nad tym, czy strefa euro powinna mieć swój oddzielny budżet, ministra finansów czy zgromadzenie w Parlamencie Europejskim.

Forsowany przez Paryż pomysł oddzielnego budżetu dla strefy euro jest niechętnie odbierany zarówno przez niemieckich liberałów, którzy właśnie zerwali rozmowy sondażowe w sprawie koalicji rządowej, jak i część polityków CDU Angeli Merkel. Ustalenie przyszłej pozycji Berlina w tej sprawie bez zgody koalicyjnej jest praktycznie niemożliwe.

"To zła informacja dla Europy, że stworzenie niemieckiego rządu potrwa trochę dłużej. (...) Niemcy to bardzo wpływowy kraj w UE. Brak rządu i przez to mandatu oznacza, że będzie im ciężko zajmować stanowisko" - komentował w poniedziałek zerwanie rozmów w Niemczech minister spraw zagranicznych Holandii Halbe Zijlstra.

Szef KE w ostatnich tygodniach wielokrotnie mówił o okienku możliwości do przeprowadzania śmiałych działań, jakie pojawiło się w UE po zakończeniu cyklu wyborów w kluczowych państwach i w związku z dobrą sytuacją gospodarczą w Europie. Opóźnianie startu reform grozi przeciągnięciem prac do 2019 r., a wówczas unijnym politykom będzie trudno forsować niepopularne decyzje w związku z zaplanowanymi na wiosnę tego roku wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)