Podczas wtorkowego (27 stycznia 2015) spotkania z dziennikarzami eksperci firmy doradczej Deloitte zwrócili uwagę, że w polskim systemie emerytalnym (w ramach dobrowolnego III filara) funkcjonują już IKE (Indywidualne Konto Emerytalne), IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), a także PPE (Pracownicze Programy Emerytalne). Z instrumentów tych korzysta jednak niewielka grupa osób.

Dane KNF wskazują, że w 2013 roku tylko 5,2 procent aktywnych zawodowo Polaków posiadało IKE, z czego jedynie 31,8 procent dokonało na nie jakichkolwiek wpłat. IKZE miało natomiast 3,2 procent aktywnych zawodowo, ale wpłat dokonało tylko 11 procent z nich. Z kolei do PPE należało 2,4 procent pracujących Polaków. Z danych wynika, że na koniec 2013 roku w IKE zgromadzono około 4,3 mld zł, a w IKZE 119 mln zł.

Czytaj: Prezydent podpisał ustawę emerytalną; opozycja chce, by trafiła do TK >>>

- Aż 90 procent składek na IKZE odliczonych od podatku za 2012 rok zostało wpłaconych przez osoby znajdujące się w grupie 20 procent najlepiej zarabiających, a to oznacza, że wiedza o tym produkcie wśród szerokiej rzeszy Polaków jest niewielka lub w ogóle nie istnieje - ocenił starszy konsultant w dziale usług aktuarialnych Deloitte Tomasz Hasiów.

- Niezbędna jest więc duża ogólnopolska akcja promocyjna tych rozwiązań, aby oszczędzanie stało się popularne i modne. Oszczędzać powinien każdy, tym bardziej wbrew stereotypom, osoby o niższych dochodach. Dodatkowo, bardzo istotne dla osób młodych jest, żeby zacząć oszczędzać na starość już teraz, odkładanie nawet małych kwot miesięcznie w długiej perspektywie czasowej pozwala zbudować relatywnie pokaźny kapitał – dodał.

Hasiów wskazał, że w ocenie ekspertów Deloitta, obecne produkty III filara są dobre w swojej konstrukcji, a przede wszystkim korzystne dla uczestników, w porównaniu do innych opcji długoterminowego oszczędzania.
- Istotne jest jednak, aby rozwiązania te były trwałe i stabilne, tak aby nie pogarszać warunków już istniejącego systemu - zaznaczył.

Stwierdził, że aby poziom naszych przyszłych emerytur był zadowalający, powinniśmy jak najwcześniej zacząć dodatkowo odkładać pieniądze na ten cel.

- Przyszłe emerytury będą bardzo niskie. Prognozy ekspertów NBP wskazują na istotny spadek wysokości nowo przyznanych emerytur w relacji do średniej płacy w gospodarce. W tym roku w przypadku mężczyzn wynosi ona 85 procent, a kobiet 63 procent. W 2040 roku będzie to już tylko odpowiednio 40 i 37 procent - podkreślał Hasiów.

Eksperci Deloitte przytoczyli też wyliczenia Banku Światowego, z których wynika, że obecnie pracujący Polacy pomiędzy 20. a 50. rokiem życia, by osiągnąć stopę zastąpienia (relacja wartości emerytury do zarobków przed przejściem na nią) równą tej, jaką mają osoby obecnie przechodzące na emeryturę, powinny dodatkowo odkładać 10 procent ze swoich rocznych zarobków.

- Liczby ewidentnie pokazują, że potrzeba zmiany w myśleniu Polaków, bo wiele osób choć mogłoby odkładać pieniądze na przyszłość, to woli jednak przeznaczać je na bieżące wydatki - mówił Hasiów.

Eksperci Deloitte wskazywali, że obecnie na jednego emeryta przypadają około trzy osoby odprowadzające składki. W 2050 roku sytuacja zmieni się jednak diametralnie.
- Na jednego emeryta będą przypadały już tylko około dwie osoby, za które odprowadzane są składki, a prognozy mówią, że liczba ta będzie dalej maleć - dowodziła aktuariusz i partner w dziale usług aktuarialnych Deloitte Renata Onisk.

Ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych. Komentarz


Ekspertka przytoczyła prognozy GUS, z których wynika, że w 2050 roku liczba Polaków zmniejszy się o 4,55 mln osób, wobec 38,5 mln obecnie. Co więcej, w tym czasie znacznie zwiększy się liczba osób starszych - po 65. roku życia. Jak wskazywała Onisk, szacunki mówią, że w 2050 roku udział takich osób w strukturze demograficznej będzie wynosił 32,7 procent, w porównaniu z 14,7 procent na koniec 2013 r.oku.(pap)