Jak informowała "Gazeta Wyborcza", obecny szef CBA Paweł Wojtunik twierdzi, że Wąsik bezprawnie pobrał billingi Wróblewskiego. Gazeta powołała się na utajnione pismo Wojtunika skierowane do sejmowej komisji ds. służb specjalnych.
Wąsik podkreślił, że działał zgodnie z przepisami ustawy o CBA, dotyczącymi ochrony informacji gromadzonych przez Biuro. Powołał się na art. 18 ustawy o CBA, który daje możliwość pobierania niektórych danych telekomunikacyjnych bez zgody prokuratury czy sądu.
"W Gazecie Wyborczej pojawił się artykuł dotyczący jednego ze śledztw prowadzonych przez CBA wraz z Prokuraturą Okręgową w Warszawie. Z treści tego artykułu można było wywnioskować, że informacje w artykule mogą pochodzić od funkcjonariuszy CBA, bądź od prokuratora. Mieliśmy dwie możliwości: albo zapytać o wszystkie billingi wszystkich funkcjonariuszy CBA, którzy mają wiedzę w sprawie, albo zapytać o billingi osoby, która artykuł napisała" - wyjaśnił.
Wąsik potwierdził, że gdy był wiceszefem CBA, miał w swoim gabinecie możliwość odsłuchu w trybie on-line podsłuchów telefonicznych. "To był bieżący nadzór nad podległymi mi funkcjonariuszami i nad realizowaniem ich zadań służbowych" - tłumaczył.
"Można sprawdzić, które obiekty i rozmowy były przeze mnie odsłuchane" - dodał.
Wąsik był też pytany czy przed odwołaniem poprzedniego kierownictwa CBA skasowana została baza danych GPS rejestrująca poruszanie się floty aut Biura. Przyznał, że w październiku 2009 roku wydał polecenie o jej skasowaniu.
"Była to sprawa techniczna, nie merytoryczna. Media zarzucały mi, że baza została skasowana w celu zatarcia rzekomych przestępstw popełnianych w efekcie przecieku do prasy po aferze hazardowej. Dane, które poleciłem skasować, nie dotyczyły tego okresu. Były dużo starsze" - powiedział. (PAP)