Do pobicia doszło w lutym ubiegłego roku. Czarnoskóry prezenter, od wielu lat mieszkający w Polsce, został zaczepiony na ulicy, gdy szedł do domu. Najpierw padły wyzwiska (m.in. "bambus", "czarnuch"), potem mężczyzna dostał cios pięścią w twarz, w okolice oka. Przed drugim ciosem zdołał się zasłonić, a gdy zaczął wołać o pomoc, napastnik uciekł.

25-letniego podejrzanego policja zatrzymała na podstawie portretu pamięciowego. Napadnięty rozpoznał go podczas okazania. W czasie śledztwa na policję zgłosił się jednak nastolatek, który twierdził, że to on był sprawcą ataku. Nie przekonał jednak ani prokuratury, ani sądu.

To powtórny proces w tej sprawie. W pierwszym zapadł wyrok 2 lat i 8 miesięcy więzienia, ale Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił wyrok sądu okręgowego i nakazał mu jeszcze raz szczegółowo zbadać niektóre wątki sprawy.

Prokuratura chciała powtórzenia kary orzeczonej przez sąd w pierwszym procesie, obrona uniewinnienia.

Sąd okręgowy skazał oskarżonego na rok więzienia. Jak mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Anna Hordyńska, zebrane dowody wskazują na sprawstwo oskarżonego mężczyzny a zeznanie nastolatka, który próbował wziąć winę na siebie, "nie przystaje do całości materiału dowodowego".

Sąd zwrócił uwagę, że w ponownym procesie pojawiły się dwie nowe kwestie. Pierwsza, to wyjaśnienia pokrzywdzonego, który przypomniał sobie, że oskarżony mógł mieszkać wcześniej w jego bloku. Sędzia Hordyńska mówiła, że co prawda sam oskarżony tego nie potwierdził ale dowodem to potwierdzającym była karta meldunkowa.

Druga, to zeznania członków rodziny nastolatka - tego, który próbował wziąć winę na siebie. Wynikało z nich, że chłopak nie popełnił tego przestępstwa. (PAP)