Owa reguła, mająca obowiązywać od 2014 r., rodziła nadzieję, że rząd wreszcie chce sobie narzucić prawdziwą dyscyplinę, pisze gazeta. Nakładała limity wydatkowe na ponad połowę sektora finansów publicznych, podczas gdy stara reguła dotyczyła zaledwie 10 proc. tego sektora.

Ograniczenia reguły domagają się ministrowie transportu, obrony, pracy, skarbu, zdrowia oraz rozwoju regionalnego. Jeśli ta szóstka postawiłaby na swoim, oznaczałoby to, że spod reguły wydatkowej uciekłoby kilkadziesiąt miliardów złotych, a cała idea straciłaby sens, pisze "PB".