Sprawa dotyczy lat 2001-2004, gdy Berlusconi po raz drugi stał na czele rządu. Skazany został za oszustwa podatkowe przy zakupie praw do emisji filmów i seriali w trzech ogólnokrajowych kanałach swojej telewizji. Transakcje te odbywały się przy udziale amerykańskiego pośrednika. Według sądu w rezultacie tych operacji finansowych, przeprowadzanych w rajach podatkowych, przed włoskim fiskusem ukryto około 20 milionów euro.

W uzasadnieniu wyroku sąd apelacyjny w Mediolanie zaznaczył, że to Berlusconiemu należy przypisać „wymyślenie, utworzenie i rozwój systemu” finansowego, umożliwiającego przeprowadzanie nielegalnych transakcji za granicą. Sąd zaznaczył, że były szef rządu był zamieszany w oszukańczy system „przez wiele lat” i „kontynuował tę działalność mimo piastowania najwyższych publicznych urzędów”.

W sądowym dokumencie mowa jest o „olbrzymich oszustwach podatkowych”.

Obrona Berlusconiego zapowiedziała wcześniej, że zaskarży wyrok sądu apelacyjnego w Sądzie Najwyższym. Sam były premier uważa wyrok za absurdalny i twierdzi, że jest to kolejna próba wyeliminowania go z polityki, podejmowana przez wrogi mu wymiar sprawiedliwości.

W środowiskach politycznych toczy się coraz gorętsza dyskusja na temat uznania Berlusconiego, wybranego w lutym do Senatu, za osobę, która z racji wydanego wyroku nie powinna w ogóle zasiadać w parlamencie. Sprawa ta poważnie dzieli centrolewicę, w której szeregach są politycy forsujący taką tezę, oraz centroprawicę, tworzącą z nią rząd szerokiego porozumienia.

24 czerwca ma zapaść wyrok w drugim procesie byłego premiera przed mediolańskim sądem, gdzie polityk odpowiada za korzystanie z usług nieletnich prostytutek i nadużywanie stanowiska. Prokurator zażądała dla niego kary sześciu lat więzienia. Jeden z obrońców Berlusconiego wyraził opinię, że jego uniewinnienie w tej sprawie jest mało prawdopodobne.

Z Rzymu Sylwia Wysocka