W manifestacji na ulicach Wiecznego Miasta i końcowym wiecu na Lateranie pod hasłem „Praca i demokracja” uczestniczyli przywódcy, działacze i sympatycy lewicowej centrali Cgil, chrześcijańskiej Cisl i dawnej socjalistycznej Uil.

Liderka największej włoskiej centrali Cgil Susanna Camusso oświadczyła, że nie do zniesienia są kolejne zapowiedzi walki z bezrobociem i tworzenia nowych miejsc pracy, które – jak podkreśliła- nie przekładają się na konkretne działania. Zarzut ten skierowała pod adresem powołanego w kwietniu rządu centrolewicy i centroprawicy z premierem Enrico Lettą na czele. Związkowcy wyrażali zgodnie oburzenie, że gabinet ten nie podjął do tej pory żadnych konkretnych kroków w ramach walki z alarmującą sytuacją na rynku pracy.

„Wyszliśmy dzisiaj na plac, ponieważ nasz kraj potrzebuje pilnych odpowiedzi, by wyjść z kryzysu” - mówiła Camusso, idąc na czele rzymskiego pochodu. Do rządu apelowała o obniżenie zobowiązań podatkowych pracowników najemnych i emerytów, co jej zdaniem zwiększyłoby zarazem produkcję, jak i konsumpcję.

Przywódcy pozostałych central wyrażali przekonanie, że kryzys pogorszy się, jeśli w pilnym trybie nie zostaną rozwiązane problemy bezrobocia.

Lider centrali Uil Luigi Angeletti ostrzegł: “Jeśli kryzys świata pracy pogłębi się, to pochody bezrobotnych obalą rząd”.

„Mamy dosyć pięknych słów na temat walki z kryzysem, bezrobociem wśród młodzieży” - dodał Angeletti. Stwierdził, że Włochy zamieniają się powoli w „pracowniczą pustynię” i z tego powodu mogą cofnąć się w rozwoju o 50 lat.

„Kraj ginie, a klasa rządząca traci czas na gadanie” - powiedział z kolei Raffaele Bonanni, lider centrali Cisl.

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)

sw/ klm/ kar/