Na długie, dwu- lub nawet trzygodzinne czekanie na odprawę paszportową skarżą się zwłaszcza pasażerowie przylatujący na lotniska Stansted oraz Heathrow. Oba obsługują loty z Polski.

Sytuacji nie poprawi wyznaczony na 10 bm. jednodniowy strajk z udziałem ok. 4600 pracowników służby imigracyjnej sprawdzających paszporty (UK Border Force) i decydujących o tym, kto może wjechać.

Ich akcja jest elementem protestu ogłoszonego przez ok. 200 tys. pracowników budżetówki, którzy na ten dzień zapowiedzieli ogólnokrajowe akcje protestacyjne przeciwko rządowym planom pogorszenia warunków odpraw emerytalnych. Podobny protest na większą skalę odbył się w listopadzie ub. r.

MSW werbuje menedżerów, urzędników państwowych i funkcjonariuszy żandarmerii do zastąpienia strajkujących. Resort spraw wewnętrznych zapewnia, że zakłócenia w pracy lotnisk 10 maja będą minimalne.

Zrzeszające łącznie 6 tys. pracowników imigracyjnych związki zawodowe ISU (Immigration Services Union) oraz PCS (Public and Commercial Services Union) są przeciwnego zdania. Ostrzegają, że pracownicy zastępczy są niewystarczająco przeszkoleni.

Twierdzą też, że zwłoka przy odprawach paszportowych może sięgnąć nawet 4 godzin. Oskarżają rząd o to, że zarządzone przez niego cięcia zatrudnienia są powodem zaistniałego chaosu.

MSW twierdzi, że ISU nie ma mandatu na organizowanie strajku, ponieważ tylko 20 proc. członków wzięło udział w tajnym głosowaniu, w którym większość poparła protest.

Zakorkowanie lotnisk niepokoi brytyjskich przemysłowców obawiających się potencjalnych strat dla gospodarki.

Minister stanu odpowiedzialny za imigrację Damian Green uznał, że strajki są "zupełnie niepotrzebne" i wyraził przekonanie, że spotkają się ze społeczną dezaprobatą. Niektórzy komentatorzy wyrażają obawy, że lotniska mogą nie poradzić sobie z odprawami pasażerów w okresie igrzysk olimpijskich i diamentowego jubileuszu Elżbiety II. (PAP)

asw/ az/ mki/