Stało się to za sprawą prezydenta Andrzeja Dudy, który wycofanie się z tej reformy wpisał do swojego programu prezydenckiego.

Problem wydłużenia wieku emerytalnego pojawiał się w debacie publicznej od wielu lat, ale dopiero rząd Donalda Tuska postanowił się z nim realnie zmierzyć.

Zamiar wydłużenia wieku emerytalnego Tusk ogłosił podczas swojego expose po drugich wygranych przez PO wyborach - 18 listopada 2011 roku. Według ówczesnej propozycji (w głównych założeniach utrzymanej do dziś), od 2013 roku miało się zacząć stopniowe zrównywanie i podnoszenie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn docelowo do 67 lat. Wiek emerytalny miał być podnoszony co 4 miesiące o jeden miesiąc. W efekcie tych zmian wiek emerytalny 67 lat dla mężczyzn zostałby wprowadzony w 2020 r., a dla kobiet w 2040 r. Jak wyjaśniał w expose premier, obecna pięćdziesięciolatka miałaby pracować o trzy lata dłużej i otrzymać emeryturę o 20 proc. wyższą niż otrzymałaby obecnie.

Temat od razu wywołał skrajne opinie. Tuska krytykowała nie tylko opozycja z PiS i SLD, argumentując, że wydłużenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost bezrobocia, zwłaszcza u osób starszych. Krytyczne było także koalicyjne PSL.

"Tu rzeczywiście jest pewnego rodzaju problem, bo ja osobiście, mówię szczerze, nie wiem jaka będzie decyzja partii, nie podniosę ręki za tym, żeby kobieta pracowała do 67 lat" - mówił tuż po expose Eugeniusz Kłopotek (PSL). Zaznaczył, że byłby w stanie zaakceptować podniesienie o dwa lata wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, tak by pracowali odpowiednio do 62. i 67. roku życia.

Tuska chwalił natomiast prezydent Bronisław Komorowski, a także przedstawiciele pracodawców i ekonomiści.

"To najważniejsze przemówienie od początku lat 90. i zaproponowanie najgłębszych reform. Oczywiście pozostaje znak zapytania, co się uda z tego zrealizować (...). Propozycja wydłużenia wieku emerytalnego nie jest zaskakująca, w Europie 67 lat jest normą, tak samo jak zrównanie wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet" - mówił wówczas główny ekonomista PricewaterhouseCoopers prof. Witold Orłowski.

Z kolei główny ekonomista Domu Maklerskiego X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień mówił nawet, że propozycje Tuska są za ostrożne. "Podniesienie wieku emerytalnego dla kobiet zostało rozłożone na 30 lat - ekonomista chciałby ten proces przyspieszyć i ten pułap podnieść wyżej. Średnio wiek emerytalny wzrośnie o cztery lata, tymczasem przewidywana długość życia wzrośnie szybciej. (...) Czyli za 30 lat podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat na pewno będzie już niewystarczające" - przekonywał.

Podobnie wypowiadała się główna ekonomistka PKPP Lewiatan Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. "Zdecydowanie jestem za podwyższeniem wieku emerytalnego i chylę czoła przed odwagą pana premiera. Chylę czoła nie tylko przed tą decyzją, ale też, że konsekwencje tej decyzji będą już liczone od 2013 r., czyli tak szybko, jak to możliwe. Aczkolwiek uważam, że rozwiązanie dotyczące kobiet powinno być trochę szybsze. Kobiety powinny mieć inną ścieżkę dochodzenia do wyższego wieku emerytalnego, mężczyźni mają tylko dwa lata do dodania, a kobiety - siedem" - mówiła.

Sam Tusk, tłumacząc swoje propozycje z expose argumentował, że główne efekty związane m.in. ze zmianami emerytalnymi, będą "rosły w czasie". "W tym długim terminie wtedy, kiedy zakończy się praca nad wydłużaniem wieku emerytalnego, będziemy mówili oczywiście o kwotach, które będą rzeczywiście równoważyły i bilansowały polskie zadłużenie w sposób bezpieczny dla Polski i będziemy mówili o kwotach przewyższających zdecydowanie 100 mld zł" - zaznaczył.

Jednak największym problemem Tuska stało się przekonanie koalicjantów z PSL, by poparli reformę. Ludowcom nie podobał się zwłaszcza pomysł wydłużenia wieku emerytalnego kobiet do 67. roku życia. Już krótko po expose PSL zgłosił propozycję, by zmniejszać czas pracy pań o trzy lata za każde urodzone dziecko. Partia, kierowana wtedy przez Waldemara Pawlaka, bardzo długo obstawała przy tym swoim postulacie. W toku negocjacji nie raz padały takie opinie, jak ta wygłoszona w lutym 2012 roku przez Grzegorza Schetynę, że poszukiwanie porozumienia ws. reformy emerytalnej to "trudny czas dla koalicji".

Ludowcy proponowali też m.in., by do 2020 r. podnieść wiek emerytalny kobiet i mężczyzn o dwa lata, co oznacza, że mężczyźni przechodziliby na emeryturę w wieku 67 lat, a kobiety 62 lat; o szczegółach następnego etapu reformy miałyby decydować następne rządy.

Do porozumienia między PO i PSL w sprawie wieku emerytalnego doszło w końcu marca 2012 roku, a jego elementem była zgoda PO na tzw. emerytury częściowe. W myśl tych ustaleń na emeryturę częściową miałyby przechodzić kobiety w wieku 62 lat, mężczyźni w wieku 65 lat; emerytura częściowa miała wynosić 50 proc. wypracowanego uposażenia. Wymogiem przejścia na częściową emeryturę miało być uzbieranie w stażu składkowym 35 lat pracy dla kobiet i 40 dla mężczyzn.

Równolegle do rozmów w ramach koalicji toczyły się konsultacje społeczne, dotyczące reformy. Włączył się w nie prezydent Komorowski, który 8 lutego 2012 roku zorganizował plenarne spotkanie z szefami wszystkich klubów parlamentarnych. Analogiczne spotkania z klubami miał też premier Tusk, ale przekonać do reformy zdołał tylko Ruch Palikota.

Prezydent organizował także spotkania ekspertów. Podczas jednej z tych debat powiedział, że "wszyscy mają świadomość", że zmiany w systemie emerytalnym są "absolutnie niezbędne".

Centrum oporu wobec wydłużenia wieku emerytalnego pozostawały dwie główne opozycyjne partie - PiS i SLD, a zwłaszcza zjednoczone w tej sprawie największe związki zawodowe - NSZZ "Solidarność" i OPZZ.

Związkowcy już krótko po expose Tuska krytykowali rządowe propozycje. Szef OPZZ Jak Guz uznał propozycję podniesienia wieku emerytalnego za nieuzasadnioną i zaproponował, by ludzie przechodzili na emeryturę po 40 latach pracy. Szef Solidarności Piotr Duda przekonywał, że pomysł podwyższenia wieku emerytalnego – takiego samego dla kobiet i mężczyzn – jest nietrafiony i niesprawdzony, a dla związku nie do przyjęcia.

Już w grudniu 2011 roku "S" zaczęła zbieranie podpisów pod referendum w sprawie wieku emerytalnego. Do stycznia 2012 związek zebrał 950 tys. podpisów. Podobną akcję zaczęli w lutym 2012 politycy SLD. W końcu jednak do Sejmu trafił wniosek Solidarności o referendum, a SLD zdecydował się go poprzeć. Było to okazją do komentarzy medialnych o "historycznym porozumieniu" między Leszkiem Millerem, dawnym prominentem PZPR, a szefem Solidarności.

Burzliwa sejmowa debata nad wnioskiem "S" o referendum odbyła się w końcu marca 2012. Wniosek został odrzucony głosami przede wszystkim PO i już przekonanego do reformy PSL. Przy okazji doszło do ostrego spięcia między premierem Tuskiem a szefem "S" Piotrem Dudą.

Tusk podczas sejmowej debaty, odnosząc się do pytania we wniosku "S" o referendum, zwrócił się do szefa NSZZ "S": "Nie na tym polega odpowiedzialność przywódcy, panie przewodniczący, to jest tak łatwa rzecz, ja bym się, powiem szczerze, wstydził na pana miejscu podejmować tak łatwych zadań. Myślę, że nie po to pana wybierano na szefa Solidarności, aby się pan podejmował zadań, które właściwie jest w stanie wykonać każdy pętak, bo to jest najprostsze, co może być". Po tych słowach w sali sejmowej podniosła się wrzawa i słychać było okrzyki m.in. "hańba". Premier tłumaczył zaś potem, że słowo "pętak" nie odnosiło się do Dudy.

Rząd w końcu przyjął projekt nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw 20 kwietnia 2012 roku. Miał kształt zgodny w wcześniejszymi zapowiedziami i uzgodnieniami z PSL. Zakładał, że od 2013 r. stopniowo będzie zrównywany i podwyższany wiek przechodzenia na emeryturę kobiet i mężczyzn do 67. roku życia. Docelowe 67 lat kobiety osiągną w 2040 r., a mężczyźni w 2020 r. Nowe regulacje miały objąć kobiety urodzone po 31 grudnia 1952 r. i mężczyzn urodzonych po 31 grudnia 1947 r. Oznaczało to, że do 67. roku życia będą pracować kobiety mające w 2012 roku 38 lat i mniej. Projekt wprowadzał też uzgodnioną z ludowcami emeryturę częściową.

Pierwsze czytanie projektu odbyło się już 26 kwietnia 2012 roku. W debacie został on ostro skrytykowany m.in. przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. "Ta reforma jest tchórzliwa. Jest kolejnym uderzeniem w wielką grupę społeczną, w tym wypadku uderzeniem w miliony ludzi, którzy urodzili się w okresie tzw. wyżu demograficznego, uderzeniem bardzo mocnym" - powiedział Kaczyński, zapowiadając jednocześnie wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu (który nie uzyskał większości).

Projekt trafił do komisji nadzwyczajnej i 11 maja 2012 roku z niewielkimi zmianami został uchwalony przez Sejm. Przy okazji przyjęto też zmiany w systemie emerytur mundurowych, zakładające, że funkcjonariusze mundurowi i żołnierze zawodowi, którzy wstąpią do służby od 2013 r. będą nabywać uprawnienia emerytalne po 55. roku życia i 25 latach służby.

Był to bardzo burzliwy dzień, bo "S" rozpoczęła blokadę wyjść z Sejmu i nie chciała wypuścić tych posłów, którzy głosowali za reformą emerytalną. Wcześniej delegacja "S" z Piotrem Dudą na czele nie została wpuszczona do parlamentu, co opozycja uznała za "skandaliczną decyzję marszałek Ewy Kopacz".

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak zadeklarował w debacie, że jeśli jego partia dojdzie do władzy, to ustawę "wyrzuci do kosza". "Nie może być tak, by ludzie chorzy pracowali na głodowe zasiłki, a młodzi byli wypychani na emigrację. PiS do tego nie dopuści" - mówił.

Natomiast szef SLD Leszek Miller mówił, że ustawa "tylko dla korzyści rynków finansowych chce zmusić do dłuższej pracy". "To jest ustawa epizodyczna. Będzie funkcjonować tylko w czasie epizodu trwania rządu PO-PSL" - oświadczył. W ramach debaty doszło też do kolejnej ostrej polemiki między Donaldem Tuskiem, Jarosławem Kaczyńskim i Januszem Palikotem.

1 czerwca 2012 prezydent Bronisław Komorowski zdecydował o podpisaniu ustawy. Wcześniej poinformował o swojej decyzji na spotkaniu z liderami partii politycznych. Podkreślił, że zmiany w systemie emerytalnym nie kończą prac nad systemem polityki społecznej. Przekonywał, że nowe przepisy trzeba teraz obudować konkretnymi rozwiązaniami. "Warto, abyśmy razem spróbowali udźwignąć ten problem, szukając tego, co jest możliwe do sformułowania wspólnie" - podkreślił.

Posłowie PiS, a także związkowcy z "S" i OPZZ zaskarżyli ustawę emerytalną do Trybunału Konstytucyjnego. W maju 2014 roku TK uznał jednak, że jest ona zgodna z ustawą zasadniczą.

W 2015 roku wycofanie reformy emerytalnej zapowiedział w swoim programie prezydenckim kandydat PiS Andrzej Duda. "Istota sprawy polega na tym: ludzie powinni mieć wolność w naszym kraju, powinni mieć wolność korzystania także z pracy" - mówił Duda w telewizyjnej debacie prezydenckiej 21 czerwca. Zaznaczył, że jeśli ktoś chce pracować dłużej, to powinien móc to robić; jeśli nie - powinien móc np. zająć się wnukami".

Piotr Śmiłowicz (PAP)