Zmarły górnik to ósma w tym roku śmiertelna ofiara wypadku w polskim górnictwie, a siódma w kopalniach węgla kamiennego.
Do wypadku doszło tysiąc metrów pod ziemią w wyrobiskach kopalni Anna w Pszowie - to część kopalni Rydułtowy-Anna. Tragedia wydarzyła się w tzw. upadowej (pochyły chodnik) odwadniającej.
"Górnik jechał kolejką spągowo-linową; w trakcie jazdy zerwała się lina. Pracownik, prawdopodobnie chcąc się ratować, wyskoczył z kolejki, doznając obrażeń ciała. Lekarz stwierdził jego zgon" - powiedział PAP rzecznik Kompanii Węglowej Zbigniew Madej.
Okoliczności wypadku wyjaśniają służby nadzoru górniczego, pod kierunkiem Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku. Zmarły górnik był żonaty, osierocił dwoje dzieci.
Do poprzednich dwóch śmiertelnych wypadków w górnictwie doszło 11 kwietnia. Tego dnia przed południem pracujący w szybie kopalni Budryk w Ornontowicach pracownik zewnętrznej firmy zginął od uderzenia w głowę spadającym przedmiotem.
Również 11 kwietnia, po południu, zginął górnik przodowy w kopalni Piekary w Piekarach Śląskich. Podczas transportu elementu sekcji obudowy zmechanizowanej górnik został uderzony nim w głowę. Zmarł ponad tydzień później w szpitalu w Sosnowcu.
Zgodnie ze statystykami Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach, w tym roku w całym polskim górnictwie doszło już do ośmiu wypadków śmiertelnych, w tym siedmiu w kopalniach węgla kamiennego. W całym minionym roku w polskim górnictwie zginęło 28 osób, w tym 22 w kopalniach węgla kamiennego.
Oprócz wypadków śmiertelnych od początku tego roku do czwartku doszło też do czterech wypadków, w których górnicy odnieśli ciężkie obrażenia; do dwóch z nich doszło w kopalniach węgla kamiennego.