Jak powiedziała PAP w środę rzeczniczka warmińsko-mazurskiego sanepidu Elżbieta Łabaj, zakład zamknięto 9 stycznia, po niezapowiedzianej kontroli, gdy wyniki badań u pracowników wykazały 3 i 6-krotne przekroczenie norm ołowiu. Przekroczenie norm stwierdzono także u kilkorga dzieci mieszkających w pobliżu zakładu.
Właściciel firmy ma 14 dni na odwołanie się od decyzji kętrzyńskiego sanepidu - podkreśliła Łabaj.
akład recyklingu akumulatorów w Korszach zaczął działać w grudniu 2011 roku, zatrudniając 40 osób. Od 2012 roku mieszkańcy domów w pobliżu zakładu zaczęli skarżyć się na wyczuwalny w powietrzu metaliczny zapach i woń palonego plastiku. "Takich skarg do sanepidu wpłynęło 7" - podała rzeczniczka sanepidu.
Zakład był następnie wielokrotnie kontrolowany przez kętrzyński sanepid, państwową inspekcję pracy czy inspektorat ochrony środowiska. W październiku 2012 roku sanepid stwierdził przekroczenie norm ołowiu w firmie - od 1,5 do 9 razy - poinformowała Łabaj. Dodała, że sama firma przedstawiła wyniki badań wykonanych kilka dni później, które nie wykazywały już nieprawidłowości.
Ponieważ mieszkańcy wciąż skarżyli się na złe samopoczucie, sanepid 17 grudnia przeprowadził niezapowiedzianą kontrolę, która ponownie wykazała przekroczenie norm. Dlatego zdecydował o zamknięciu trzech stanowisk pracy w zakładzie, co faktycznie oznacza zamknięcie firmy - wyjaśniła Łabaj.
O sprawie sanepid powiadomił także miejscową prokuraturę.
Jak powiedział PAP burmistrz Korsz Ryszard Ostrowski, samorząd po licznych skargach mieszkańców zdecydował się na przeprowadzenie badań na zawartość ołowiu. "Przeprowadziliśmy badania 500 mieszkańców z sąsiedztwa zakładu. Pierwsze wyniki już do nas przyszły, u 4 osób wykazały przekroczone dopuszczalne normy ołowiu. Całościowe wyniki mają być znane do końca stycznia" - podkreślił.