Premier Donald Tusk, przedstawiając wraz z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem koalicyjne uzgodnienia, podkreślił w czwartek, że podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat pozostaje celem reformy. Możliwość skorzystania z wcześniejszej emerytury częściowej będzie oznaczała niższe świadczenie po osiągnięciu wieku emerytalnego - dodał. Wymogiem przejścia na nią "będzie uzbieranie w stażu składkowym wymaganych lat - 35 lat dla kobiet i 40 dla mężczyzn" - zaznaczył premier.

"Możliwe będzie sfinansowanie składki emerytalnej za czas urlopu wychowawczego dla wszystkich kobiet rodzących dzieci lub drugiego rodzica, jeśli zdecyduje się na urlop wychowawczy" - dodał Tusk.

Pawlak zauważył z kolei, że uzgodniona propozycja zakłada z jednej strony podwyższenie wieku emerytalnego, a z drugiej - swobodę wyboru.

Jeszcze przed ogłoszeniem porozumienia prezydent Bronisław Komorowski mówił dziennikarzom w Sejmie, że będzie się cieszył z każdego porozumienia, bo to daje szanse na większą akceptację reformy i zrozumienie u opinii publicznej.

Donald Tusk chce jeszcze zabiegać o poparcie reformy przez SLD i Ruch Palikota. Spotkał się z liderami obu partii, na przyszły tydzień zaplanowano spotkania szefa rządu z klubami parlamentarnymi RP i SLD.

Dodatkowe rozwiązania nie naruszają istoty reformy emerytalnej, a dają poczucie bezpieczeństwa - ocenił poseł PO Sławomir Neumann. Poseł PSL Stanisław Żelichowski podkreślił zaś, że to, co można w realnych układach spełnić, zostało spełnione.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że gdy jego partia wróci do władzy, jedną z pierwszych jej decyzji będzie cofnięcie uzgodnionych przez PO i PSL zmian.

Janusz Palikot wymienił trzy warunki poparcia reformy: obowiązkowe badania po 60. roku życia na koszt systemu, waloryzację progów dochodowych uprawniających do pomocy społecznej oraz fundusz żłobkowy.

Natomiast szef SLD Leszek Miller powiedział, że gdyby to od Sojuszu zależało, zaprezentowałby inne rozwiązania, ale z premierem umówiono się na dalszą dyskusję.

Według Solidarnej Polski, koalicja PO-PSL chce zmusić Polaków do życia na głodowej emeryturze lub pracowania do śmierci.

Przed Sejmem drugi dzień protestowali związkowcy z Solidarności, domagający się poparcia wniosku "S" o rozpisanie referendum w sprawie emerytur. Debata i głosowanie są zaplanowane na piątek, wtedy przed Sejmem mają się zgromadzić członkowie związku z całej Polski.

Tusk mówił, że będzie proponował posłom PO dyscyplinę w głosowaniu przeciwko wnioskowi Solidarności o referendum. Pawlak też nie widzi potrzeby organizowania referendum.

Przewodniczący Solidarności Piotr Duda stwierdził, że jeśli referendum nie będzie, to "w tygodniu po świętach spotyka się sztab protestacyjny, chociaż sytuacja jest dynamiczna i zobaczymy, jak będzie". "Najważniejsze jest dla nas to, że pobudziliśmy wśród społeczeństwa tę ochotę do buntu" - dodał.

Premier zadeklarował, że jest gotów zaprezentować kompromisowy projekt reformy emerytalnej na posiedzeniu Komisji Trójstronnej.

Kompromis nie narusza dwóch podstawowych cech początkowej propozycji - utrzymania tzw. zasady zdefiniowanej składki oraz zrównania wieku kobiet i mężczyzn na docelowym poziomie 67 lat - ocenił szef Komisji Business Centre Club ds. ubezpieczeń, zastępca przewodniczącego RN ZUS dr Wojciech Nagel.

W opinii PKPP Lewiatan w przypadku mężczyzn możliwość skorzystania z wcześniejszej emerytury w wieku 65 lat jest racjonalnym rozwiązaniem. Organizacja uważa natomiast, że 62 lata dla kobiet to zdecydowanie za wcześnie, bo ich emerytura będzie znacząco niższa od tej, którą mogłyby pobierać przechodząc w wieku 67 lat.

Prof. Aleksandra Wiktorow, członek Rady Gospodarczej przy premierze, Rzecznik Ubezpieczonych, b. prezes ZUS oceniła, że emerytury będą niskie, szczególnie dla kobiet, dlatego jej zdaniem nie będą z tego korzystać masowo.

Z kolei główny ekonomista Invest Banku dr Wiktor Wojciechowski ocenia, że jest bardzo duże ryzyko, iż znaczna część tych, którzy osiągną odpowiedni wiek zdecyduje się na pobieranie niskiej częściowej emerytury. W efekcie pojawi się olbrzymie ryzyko polityczne, że w przyszłości rosnąca grupa emerytów będzie naciskała na polityków, aby zwiększać ich świadczenia. (PAP)

wkr/ pad/ jra/