Według Lammerta w wielu przedsiębiorstwach widać "gigantyczne różnice w dochodach, nawet pomiędzy pierwszym a drugim szczeblem kierownictwa". "Tego nie da się usprawiedliwić, szczególnie odpowiednimi różnicami w poziomie osiągnięć i ponoszonej odpowiedzialności" - ocenił.

Dodał, że czasem jest "zdumiony brakiem rozwagi albo brakiem skrupułów" w realizowaniu roszczeń finansowych menadżerów. "To dotyczy szczególnie skarg w sprawie niewypłaconych premii dla maklerów finansowych, którzy najwyraźniej nie mają problemu z tym, by obciążać podatników konsekwencjami ich błędnych szacunków i nieudanych zakładów, a jednocześnie dochodzić przed sądami umownych premii dla siebie osobiście" - powiedział Lammert.

Jego zdaniem zadziwiającą poprawę sytuacji niemieckiej gospodarki, jeszcze 15 lat temu uchodzącej za "chorego człowieka Europy", należy zawdzięczać m.in. wyrzeczeniom pracowników, których realne pensje niemal nie zmieniły się w tym okresie. "Jedyna rzucająca się w oczy zmiana (wynagrodzeń) miała miejsce na poziomach zarządów" - zauważył Lammert.

Podkreślił, że według sondaży zdecydowanej większości mieszkańców Niemiec nie podobają się te niesprawiedliwe różnice w dochodach. "Radziłbym przedsiębiorstwom, by nie lekceważyły publicznego odbioru swoich decyzji" - dodał szef Bundestagu. Jego zdaniem jeśli kadry menadżerskie nie okażą powściągliwości z własnej woli, wzrośnie presja na ustawowe regulacje pułapów wynagrodzeń.

Lammert nie podał w wywiadzie konkretnych przykładów zbyt wysokich zarobków menadżerów. Dyskusja na ten temat odżywa zawsze, gdy publikowane są rankingi najlepiej zarabiających prezesów i członków zarządu niemieckich koncernów. Aktualnym rekordzistą jest prezes Volkswagena Martin Winterkorn, który w zeszłym roku zarobił 17,5 mln euro. Zarobki całego ośmioosobowego zarządu VW wyniosły ponad 70 mln euro. Natomiast szefowie koncernów notowanych w indeksie giełdowym DAX zarobili w 2011 roku średnio po 6,1 mln euro.

Z Berlina Anna Widzyk (PAP)

awi/ ap/