"Najlepiej byłoby, gdyby pan Wulff zrzekł się emerytury prezydenckiej i przeznaczył pieniądze na cel charytatywny. W ten sposób zyskałby nieco na wiarygodności" - powiedział polityk liberalnej partii FDP Juergen Koppelin w rozmowie zamieszczonej w piątkowym wydaniu dziennika "Bild". Dodał, że 52-letni Wulff jest jeszcze "młodym człowiekiem" i może zarobić na swoje utrzymanie.

Podobnego zdania są opozycyjni socjaldemokraci. "Wulff nie powinien przyjąć emerytury prezydenckiej. Byłby to sygnał rozsądku i skruchy" - powiedział polityk SPD Aeiko Mass. Zdaniem socjaldemokraty Petera Danckerta byłemu prezydentowi w ogóle nie należało przyznawać dożywotniego uposażenia, bo "ustąpił po żenującej aferze".

Wulff zrezygnował z urzędu 17 lutego, gdy hanowerska prokuratura wystąpiła o uchylenie jego immunitetu. Jest on wstępnie podejrzany o przyjmowanie i udzielanie korzyści majątkowych w latach, gdy był premierem landu Dolna Saksonia.

W środę urząd prezydenta federalnego w Berlinie poinformował, że Wulff otrzyma dożywotnią emeryturę prezydencką, choć był głową państwa przez niespełna 20 miesięcy. Zgodnie z ustawą o zaopatrzeniu emerytalnym prezydenta federalnego z 1953 roku dożywotnie honorowe uposażenie w wysokości pełnej pensji przysługuje byłym głowom państw również w przypadku przedterminowego ustąpienia z urzędu "z przyczyn politycznych lub zdrowotnych". O przyczynach natury prywatnej ustawa nie wspomina.

Urząd prezydencki stanął na stanowisku, że dymisja Wulffa nastąpiła z przyczyn politycznych.

Kontrowersje wzbudziło jednak to, że jedną z osób, które podjęły decyzję o przyznaniu emerytury Wulffowi, był jego zaufany współpracownik Lothar Hageboelling. W związku z tym stowarzyszenie walki z korupcją Cleanstate zapowiedziało złożeniem do prokuratury doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Decyzja urzędu prezydenckiego oburzyła też niemieckie związki zawodowe, które aktualnie toczą walkę o podwyżki wynagrodzeń dla pracowników sektora publicznego. "Jak to możliwe, że po przepracowaniu 20 miesięcy ktoś dostaje natychmiastową emeryturę w wysokości 199 tysięcy euro?" - mówił w czwartek szef związku zawodowego Verdi Frak Bsirske. "Żądamy honorowego uposażenia dla pielęgniarek i śmieciarzy!" - dodał.

Verdi domaga się podwyżek płac w sektorze publicznym o średnio 6,5 proc. W czwartek jednak negocjacje z niemieckim ministrem spraw wewnętrznych nie przyniosły porozumienia, dlatego związkowcy zapowiedzieli na przyszły tydzień strajk ostrzegawczy w sektorze publicznym.

Z Berlina Anna Widzyk (PAP)

awi/ kar/