W środę sejmowa komisja do spraw UE przyjęła przedstawioną przez minister infrastruktury i rozwoju informację na temat wprowadzenia od 1 stycznia przez niemieckie Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej przepisów o płacy minimalnej. Stawka za godzinę wynosi co najmniej 8,50 euro. Władze w Berlinie wskazywały, że stawka minimalna obowiązuje również kierowców z firm transportowych spoza Niemiec. W praktyce każda firma transportowa, której pojazd przejeżdżałby tranzytem przez terytorium tego kraju, musiałaby płacić swoim kierowcom odpowiednio wysokie stawki.

W piątek po rozmowach ministrów pracy Polski i Niemiec w Berlinie niemiecki rząd zawiesił te przepisy wobec kierowców ciężarówek przejeżdżających tranzytem przez Niemcy do czasu wyjaśnienia sprawy przez Komisję Europejską.

W środę szefowa MIR poinformowała, że najpóźniej w przyszłym tygodniu powinny rozpocząć się rozmowy polsko-niemieckich zespołów roboczych. "Zamierzamy uzyskać przekonanie strony niemieckiej, że stosowanie teraz tak wątpliwych przepisów nie przynosi korzyści żadnej ze stron" - zaznaczyła. Sprecyzowała, że mogłoby to oznaczać dla strony niemieckiej ryzyko odszkodowań dla polskich firm za nadużycie przepisów niemieckich. "Dużo poważniejszym skutkiem jest bardzo złe oddziaływanie na atmosferę relacji polsko-niemieckich. (...) I to nie jest teraz potrzebne w Unii Europejskiej" - dodała.

Wasiak zapowiedziała jeszcze w tym tygodniu spotkanie w jej resorcie z przedstawicielami przewoźników.

Wiceminister pracy Radosław Mleczko tłumaczył, że po raz pierwszy zdarzyła się taka sytuacja, w której "minimalne wynagrodzenie zostało rozszerzone i interpretowane w taki sposób, że odnosi się również do transportu międzynarodowego". "To nie tylko minimalna stawka stała się przedmiotem dyskusji, ale również bardzo liczne obowiązki o charakterze informacyjno-administracyjnym nakładane na firmy transportowe. O szczegółach dotyczących tych obowiązków rozmawiamy w dialogu dwustronnym z partnerami niemieckimi. Dlatego, że jest mnóstwo niejasności związanych z interpretacją tego, w jaki sposób dokumenty tłumaczone na język niemiecki maja być przechowywane, w jakich warunkach, okolicznościach miałyby być przekazywane" - zaznaczył Mleczko. Ocenił ten dialog polsko-niemiecki jako bardzo konstruktywny.

O tym, że niemieckie przepisy ws. płacy minimalnej postawiły nasze firmy transportowe w trudnej sytuacji mówiła po wtorkowym posiedzeniu rządu premier Ewa Kopacz. Zadeklarowała, że zawsze będzie bronić polskich przedsiębiorców i miejsc pracy. "Zawsze będę też bronić fundamentu, jakim jest jednolity rynek w Unii Europejskiej" - dodała szefowa rządu. (PAP)