Ustawa, która ma wspierać kariery kobiet i ich wkład w gospodarkę w okresie słabnącego wzrostu, przewiduje rozszerzenie do roku 2017 na firmy państwowe wprowadzonej już w firmach prywatnych zasady 40-procentowego udziału kobiet w radach nadzorczych.

"Nierówności są wszędzie, toteż musimy wszędzie je zwalczać" - powiedziała minister ds. praw kobiet w rządzie socjalistów Najat Vallaud-Belkacem, która jest inicjatorką projektu.

Francja, która sama uważa się za miejsce narodzin praw człowieka, jest znana z hojnego inwestowania w system opieki nad dziećmi, co sprawia, że Francuzki mają najwięcej dzieci w Europie po Irlandkach i przy tym pracują zawodowo.

Niemniej sytuacja we Francji w dziedzinie równości płci nie wygląda dobrze, gdyż kobiety przeciętnie zarabiają 27 proc. mniej od mężczyzn, gdy w innych państwach członkowskich OECD dysproporcje te wynoszą 16 proc. Za podobną pracę Francuzki otrzymują 10 proc. mniej niż Francuzi.

Vallaud-Belkacem mówi, że taki stan rzeczy wynika też stąd, że większość kobiet przerywa pracę, by zająć się dziećmi, a urlop wychowawczy (rodzicielski), który następuje po urlopie macierzyńskim lub ojcowskim bierze jedynie 3 proc. mężczyzn.

"Mężczyźni nie odważają się prosić w swych firmach o kilkumiesięczne urlopy na opiekę nad dziećmi" - powiedziała minister Vallaud-Belkacem, która jest też rzeczniczką rządu.

"Musimy to zmienić, bo pracujące kobiety pragną pogodzić życie osobiste z zawodowym" - podkreśliła.

Projekt ustawy zakłada też pomoc dla samotnych matek dzieci, których ojcowie nie wywiązują się z obowiązku alimentacyjnego.

W dorocznym raporcie oceniającym kraje pod względem równości płci (Gender Gap Report) Francja w 2012 r. zajęła 57. miejsce za USA i większością państw UE, a także za Tanzanią i Kazachstanem. Niemal 84 proc. Francuzek w wieku 25-54 pracuje, lecz dwukrotnie więcej czasu niż mężczyźni poświęcają zajęciom domowym.(PAP)