Prof. Leokadia Oręziak z SGH

W ocenie Oręziak, na pewno potrzebna jest dyskusja nt. wieku emerytalnego, gdyż podniesienie go, które przewidywała nowela ustawy o FUS z 2012 r., nastąpiło bez żadnej debaty publicznej, "z zaskoczenia".

Czytaj: Nowy prezydent złoży projekt dot. obniżenia wieku emerytalnego po zaprzysiężeniu

 

"To nie była dobra metoda wprowadzenia takich zmian. Choć sporo spóźniona, to taka debata powinna się teraz odbyć, ale powinna mieć szerszy wymiar. Jeśli ludzie mają ponosić koszt w postaci dłuższego wieku emerytalnego, co dla wielu osób może być poważnym poświęceniem, to trzeba też rozważyć kwestię dalszego utrzymywania otwartych funduszy emerytalnych. Aktywa OFE w samym tylko maju tego roku spadły aż o ponad 1,5 mld zł na skutek pogorszenia sytuacji na giełdzie" - stwierdziła w rozmowie z PAP.

"Kwestie emerytalne wymagają uczciwej i rzetelnej debaty przy otwartej kurtynie i miejmy nadzieję, że taka ona będzie. Cóż nam da dyskutowanie o zmniejszeniu, czy utrzymywaniu podwyższonego wieku emerytalnego, kiedy nie będziemy mówić otwarcie i uczciwie o innych elementach tego systemu, jak choćby drugim filarze" - dodała.

"Na system emerytalny trzeba spojrzeć kompleksowo" - podkreśliła Oręziak.

Ekspertka wyraziła opinię, że drugi filar systemu emerytalnego, czy otwarte fundusze emerytalne "generują kolejne miliardowe koszty dla naszego państwa i jednocześnie nie dają żadnej gwarancji, że kolejny kryzys nie zredukuje ich wartości o połowę czy więcej".

"Drugi filar powinien być całkowicie zlikwidowany" - zaznaczyła.

W ocenie Oręziak składka, która obecnie przekazywana jest do OFE, powinna trafić na wypłatę bieżących emerytur. "OFE jest rozwiązaniem, które bardzo krzywdzi nasz kraj i miejmy nadzieję, że nowy prezydent przyjrzy się tej kwestii i podejmie jakieś działania" - stwierdziła.

"Podwyższenie wieku emerytalnego to był prezent dla towarzystw emerytalnych, aby mogły dłużej obracać naszymi pieniędzmi. W mojej ocenie podniesienie wieku emerytalnego nie może być jedynym i podstawowym sposobem na zwalczanie problemów demografii" - mówiła.

"To jest rzecz, która może być rozważana, ale dopiero gdy wyczerpiemy inne sposoby, w tym właśnie m.in. zlikwidowanie drugiego filara, który nic nie daje przyszłym emerytom, a przyczynia się tylko do zwiększania długu publicznego. Polska nie miała bowiem, i dalej nie ma, nadwyżek budżetowych, by odkładać je na przyszłe emerytury. W OFE zostało 2,5 mln osób. By pokryć w ZUS ubytek składek kierowanych do OFE, zamiast na wypłatę bieżących emerytur, rząd ciągle musi pożyczać pieniądze. Zatrzymanie tego bezsensownego procesu otworzy drogę do debaty publicznej, jak naprawić skutki reformy emerytalnej z 1999 r., w wyniku której drastycznie zredukowano emerytury. Rozwiązaniem problemu niskich emerytur z pewnością nie jest postulowane przez niektóre siły polityczne dalsze uzależnianie emerytur od rynku i spekulacji giełdowych" - podsumowała.

Uchwalona w maju 2012 r. nowelizacja ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych przewidywała, że od 2013 r. wiek emerytalny będzie wzrastał o trzy miesiące każdego roku. Tym samym mężczyźni mają osiągnąć docelowy wiek emerytalny (67 lat) w 2020 r., a kobiety - w 2040 r. Regulacje przewidują też możliwość przejścia na wcześniejszą, tzw. częściową emeryturę. 

Piotr Kuczyński

Możliwych wariantów zmian wieku emerytalnego jest tak wiele, że bez poznania szczegółów, trudno ocenić ich słuszność - mówi główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion Piotr Kuczyński, odnosząc się do zapowiedzi prezydenta elekta o "cofnięciu" wydłużenia wieku emerytalnego.

Ekspert stwierdził, że na razie jest za wcześnie, by oceniać propozycję przyszłego prezydenta i jej wpływ na gospodarkę.

"Wszystko zależy od logiki, od tego jak interpretować wypowiedzi prezydenta elekta. Pewne rzeczy można traktować łącznie lub rozłącznie - "i" albo "lub" - powiedział Kuczyński.

Czytaj: Prezydent elekt przedstawił założenia reformy emerytalnej

"Jak rozumiem, prezydent elekt chciałby cofnąć wiek emerytalny, bo to obiecywał w kampanii prezydenckiej, więc dziwne byłoby, gdyby nie złożył takiej inicjatywy ustawodawczej" - dodał.

Kuczyński wskazał, że cofnięcie wieku emerytalnego rozumie jako powrót do wieku przejścia na emeryturę: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. "Teraz jest pytanie, czy do tej propozycji należy dodać "i" 40 lat składkowych czy też "lub" 40 lat składkowych, bo to są dwa różne warianty" - zaznaczył.

"Jeśli będzie to "i" 40 lat składkowych, to z takiej opcji, jeśli chodzi o młodych, bardzo niewiele osób skorzysta. Stałoby się tak, gdyż do lat składkowych nie zaliczałyby się np. tzw. +umowy śmieciowe+. W efekcie skorzystałoby z tego bardzo niewiele osób, a jeśli już, to byłyby to osoby starsze" - mówił analityk.

"Z drugiej strony, jeśli prezydentowi elektowi chodziło o "lub" 40 lat stażu pracy, to mielibyśmy katastrofę. W takiej sytuacji na emeryturę mogłyby przechodzić nawet osoby w wieku 57 lat, o ile pracowały od 17. roku życia" - mówił.

"Myślę jednak, że nowemu prezydentowi chodzi o tę pierwszą opcję, ale pewności nie mam" - wskazał.

"Pytanie polega też na tym, jakie ograniczenia dopiszą do projektu prezydenccy prawnicy - czy będzie to coś, co zawali polskie finanse, czy będzie też czymś skierowanym wyłącznie do garstki osób i nie będzie miało większego znaczenia" - podkreślił.

"Prawda jest taka, że póki co nie wiemy zbyt dużo i musimy poczekać na szczegóły prezydenckiej propozycji, wtedy będzie można ją ocenić" - konkludował. 

Sedlak & Sedlak

Wydłużenie wieku emerytalnego było dobrym posunięciem i zawracanie tej reformy będzie oznaczać bardzo niskie emerytury dla przyszłych emerytów - ocenił Kazimierz Sedlak, założyciel pierwszej polskiej firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak.

"Niezależnie od tego, jak popatrzmy na problem, to wszędzie na świecie podnosi się wiek emerytalny. Nie podnosi się go jednak tylko po to, aby pognębić obywatela i zmusić go do dłuższej pracy, ale robi się to po to, aby dać mu prawo, szansę do kontynuowania godziwego życia" - stwierdził Sedlak.

"Wszędzie na świecie fundusze emerytalne są ograniczone. Wszędzie na świecie społeczeństwa się starzeją i wszyscy mamy bardzo podobne problemy. Niezależnie od tego co zrobimy, ilość pieniędzy w funduszu się nie rozmnoży sama z siebie. Podniesienie wieku emerytalnego było bardzo racjonalnym posunięciem, bo służy zarówno obywatelom jak i państwu" - dodał.

W ocenie eksperta, jeśli nie nastąpiłoby wydłużenie wieku emerytalnego, to z każdym rokiem wypłacane świadczenia emerytalne kolejnym grupom emerytów byłoby coraz niższe. "Generalnie jeśli nie nastąpiłaby reforma, to nasze emerytury byłyby coraz mniejsze. W pewnym momencie mogłoby się okazać, że nie wystarczyłyby one na utrzymanie minimalnego standardu życia" - podkreślił.

"To jest bardzo skomplikowany problem, co zresztą widać po zmianie wypowiedzi prezydenta elekta, który podczas kampanii prezydenckiej mówił o cofnięciu reformy emerytalnej, a teraz reinterpretuje swoje wcześniejsze wypowiedzi. Nikogo nie zachęcałbym do tego, aby pokazywać, że przeprowadzona reforma jest zła i zachęcać ludzi do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę" - mówił ekspert.

"W przypadku kwestii emerytalnych trzeba bardzo wyraźnie oddzielić populizm polityków od faktów ekonomicznych pokazujących, że takie prezenty, jak niższy wiek emerytalny są nierealne i niemożliwe do wykonania, jeśli chcemy zapewnić obywatelom godziwe życie na starość" - podsumował Sedlak. 

Marek Lewandowski, rzecznik "S"

NSZZ "S" czeka aż prezydent elekt Andrzej Duda złoży projekt obniżający wiek emerytalny i wiążący go ze stażem pracy; pomiędzy centralami związkowymi są różnice w tej sprawie i będą one musiały znaleźć kompromis - powiedział rzecznik "S" Marek Lewandowski.

Zaznacza jednocześnie, że powrót do poprzedniego stanu, czyli przechodzenia na emeryturę dla kobiet po osiągnięciu 60. roku życia, a w przypadku mężczyzn - 65. roku życia, jest mało prawdopodobny. Jak wyjaśnił, spowodowane jest to wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że takie różnicowanie może być dyskryminujące.

Rzecznik "S" w rozmowie z PAP wskazał, że związkowcy czekają na zaprzysiężenie prezydenta elekta, a następnie na przedstawienie przez niego projektu zmian w systemie emerytalnym.

"Zawarliśmy z kandydatem umowę programową; kandydat został prezydentem i teraz ruch jest po jego stronie. Oczekujemy na projekt zmian w systemie emerytalnym, do którego oczywiście się odniesiemy i jeśli będzie taka konieczność - wniesiemy swoje uwagi" - powiedział Lewandowski.

"Teraz spokojnie czekamy do momentu zaprzysiężenia nowego prezydenta, a potem czekamy na prezydencki projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny i powiązanie go ze stażem pracy" - dodał.

Wskazał, że wcześniejsze postulaty, które zgłaszali związkowcy w tej kwestii teraz będą przedmiotem negocjacji. "Pomiędzy centralami związkowymi różnimy się w pewnych kwestiach związanych ze sprawami emerytalnymi i będziemy musieli znaleźć kompromis. Punktem wyjścia musi być jednak prezydent, który przedstawi nam swój projekt i dopiero wówczas będziemy mogli rozpocząć dyskusję" - mówił.

W "Umowie programowej" podpisanej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich pomiędzy przewodniczącym Komisji Krajowej "S" Piotrem Dudą, a ówczesnym kandydatem na prezydenta Andrzejem Dudą zapisano m.in., że przyszły prezydent będzie realizował swój program przedstawiony w trakcie kampanii wyborczej opierający się na czterech filarach: rodzinie, pracy, bezpieczeństwie i dialogu.

Doda zobowiązał się m.in. do prowadzenia polityki zmierzającej do m.in. obniżenia wieku emerytalnego i powiązania uprawnień emerytalnych ze stażem pracy. (PAP)​