"Inicjatywa upamiętnienia strajku studenckiego narodziła się spontanicznie, w czasie spotkania z kolegami, gdy uświadomiliśmy sobie, że w pamięci zaciera się to, co się wtedy zdarzyło, a z czym każdy z nas wiąże ogromne emocje. Chcieliśmy zebrać rozproszone materiały - zdjęcia, dokumenty. Postanowiliśmy wykorzystać fakt 35. rocznicy wydarzenia. To pierwsze nasze spotkanie po latach - podkreślił lekarz Krzysztof Bik - w roku 1981 członek uczelnianego komitetu strajkowego i późniejszy przewodniczący Niezależnego Związku Studentów na łódzkiej Akademii Medycznej (A.M. to obecnie Uniwersytet Medyczny).

W piątek na ścianie gmachu Farmacji odsłonięta została tablica ufundowana przez rektora uczelni, informująca, że "23 stycznia 1981 roku, z inicjatywy Niezależnego Zrzeszenia Studentów Akademii Medycznej w Łodzi, studenci Akademii przyłączyli się do akcji protestacyjnej studentów łódzkich uczelni walczących o autonomię uczelni oraz wolną i demokratyczną Polskę. Studenci okupowali gmach Farmacji do 18 lutego 1981 roku, aby opuścić go w poczuci zwycięstwa nad +komuną+ i własnym strachem".

Jak przyznał uczestnik strajku Aleksander Górski, protest, który dziś może wydawać się "studencką przygodą", był jednak sprawą poważną. "Przez cały czas towarzyszyło nam uczucie niepewności, wątpliwości, czy ZOMO nie będzie chciało nas spacyfikować" - mówił.

"Nie wiedzieliśmy, czy nie wyrzucą nas ze studiów albo nie wezmą do woja, bo wtedy był przecież obowiązkowy pobór. Chociaż, jak człowiek jest młody, mniej się przejmuje takimi rzeczami" - dodał jego kolega Paweł Czekalski.

Obaj wspominają, że w czasie strajku panowała duża dyscyplina: "Nie było alkoholu ani żadnych burd; zresztą baliśmy się prowokacji. Po latach okazało się, że byli wśród nas konfidenci - na stronie strajkowej w internecie można obejrzeć kopie informacji, które w znalazły się w Urzędzie Bezpieczeństwa" - mówili.

Pierwszy szef NZS na łódzkiej uczelni medycznej, który był członkiem ekipy studentów negocjującej z władzami, podkreślił, jak niezwykłym od strony logistycznej wydarzeniem był strajk.

"Proszę wyobrazić sobie w pełni spontaniczną akcję, gdzie przychodzi kilkaset osób, organizują sobie spanie, jedzenie, mycie - a w tamtym czasie zaopatrzenie było bardzo kiepskie. Dzięki pomocy mieszkańców Łodzi zawsze było coś do jedzenia. Mieliśmy opiekę lekarską, życie towarzyskie - przyjeżdżali aktorzy, były odczyty profesorów Akademii. Jednocześnie wspieraliśmy główną falę strajku, która znajdowała się na Wydziale Filologicznym UŁ" - dodał.

Strajk łódzkich studentów rozpoczął się 21 stycznia 1981 r. na Uniwersytecie Łódzkim. Był odpowiedzią młodzieży akademickiej na kolejną odmowę rejestracji niezależnej i samorządnej organizacji studenckiej - Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS).

Rokowania z władzami, które odbywały się na Wydziale Filologicznym UŁ, zakończyły się fiaskiem - studenci nie zgodzili się m.in. by utworzony przez nich NZS uznał przewodnią rolę PZPR. Wówczas rozpoczął się najdłuższy i największy strajk studencki w Łodzi, który objął pięć uczelni i ok. 10 tys. osób; trwał do 18 lutego

Studenci domagali się m.in. niezależności uczelni, swobodnego wyboru przedmiotów, zniesienia praktyk robotniczych. Na Akademii Medycznej były też postulaty lokalne, np. zakończenie budowy Centrum Kliniczno-Dydaktycznego w Łodzi.

23 stycznia 1981 r. Ogólnopolski Komitet Założycielski ogłosił w całym kraju akcję protestacyjną w akcie solidarności z łódzkimi studentami. Pod koniec stycznia władze powróciły do negocjacji. 17 lutego 1981 r. zarejestrowano Niezależne Zrzeszenie Studentów.

Dzień później minister nauki, szkolnictwa wyższego i techniki prof. Janusz Górski parafował w Łodzi tzw. porozumienie łódzkie kończące strajk studencki. (PAP)