Proces w pierwszej instancji trwał blisko trzy lata. Związany jest z tym, że w połowie 2011 roku miasto wypowiedziało umowę pierwszemu wykonawcy stadionu, polsko-francuskiemu konsorcjum spółek Eiffage Budownictwo Mitex i Eiffage Construction.

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku miasto domaga się od niego blisko 137 mln zł. Jest w tej kwocie m.in. różnica między ceną z przetargu, w którym tego wykonawcę wyłoniono a tą, którą miasto musi zapłacić firmie wyłonionej w drugim przetargu, do dokończenia tej inwestycji.

Pozwane konsorcjum chce nie tylko oddalenia powództwa, ale w pozwie wzajemnym domaga się od miasta 15,7 mln zł kar umownych z odsetkami. Uważa bowiem, że odstąpienie przez miasto od umowy - z powodu opóźnienia - było bezskuteczne.

Chce również 1,1 mln zł z odsetkami za zabezpieczenie prac już wykonanych, a także 16,4 mln zł z odsetkami, jako różnicę między wartością prac wykonanych a tym, co zapłacił mu inwestor.

Zanim sąd zamknął w środę rozprawę, przesłuchał prezesa spółki Stadion Miejski, powołanej przez miasto do dokończenia inwestycji, a także prezydenta Białegostoku i skarbnik miasta. Pytania dotyczyły okoliczności i powodów odstąpienia od umowy z konsorcjum czy finansowania inwestycji po drugim przetargu, w którym cena była znacznie wyższa, niż w pierwszym.

Zarówno z wypowiedzi prezesa spółki Stadion Miejski Adama Popławskiego, jak i prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego wynikało, iż powodem decyzji o wypowiedzeniu umowy wykonawcy było duże opóźnienie inwestycji oraz - jak to określali - fakt, iż wykonawca nie dawał gwarancji dokończenia budowy.

Inwestycja miała być gotowa w maju 2012 roku, rok wcześniej miała być oddana do użytku połowa stadionu. Gdy umowę miasto wypowiedziało, zaawansowanie prac sięgało 17 proc.

Skarbnik Białegostoku Stanisława Kozłowska mówiła przed sądem m.in., dlaczego powołano spółkę Stadion Miejski. Chodziło o to, że dokończenie budowy zostało sfinansowane z emisji obligacji na ponad 100 mln zł.

Gdyby zrobiło to samo miasto, obciążenie jego budżetu byłoby wyższe, niż dopuszczalne wskaźniki zadłużenia. Przy zastosowanym sposobie finansowania, miasto nadal odpowiada za spłatę zobowiązań (czyli bank-emitent ma roszczenie bezpośrednio do miasta), ale budżet Białegostoku obciążają jedynie raty płatności za wykup obligacji. Ostateczny termin ich wykupu, to 2029 rok.

Reprezentująca w tym procesie Białystok mec. Elżbieta Rablin-Schubert mówiła w końcowym wystąpieniu, że to miasto ponosi "ciężar ekonomiczny budowy stadionu", choć formalnie zajmuje się inwestycją spółka celowa.

"Miasto w sposób uzasadniony odstąpiło od budowy, gdyż nie istniało jakiekolwiek prawdopodobieństwo dokończenia stadionu przez Eiffage, opóźnienie w pracach było tak duże, że nie było szans, by ukończyć przedsięwzięcie w terminie. (...) Przyczyny powstałych opóźnień, tkwiły tylko i wyłącznie po stronie pozwanych" - mówiła mec. Rablin-Schubert.

W jej ocenie, kwestionowanie przez konsorcjum projektu zadaszenia i konstrukcji stalowej były tylko pretekstem, żeby "zwlekać z realizacją prac, licząc na przedłużenie terminu i na podwyższenie wynagrodzenia".

W związku z projektem zadaszenia i konstrukcji stalowej pojawił się w procesie wątek bezpieczeństwa obiektu. Powołani w sprawie biegli z Politechniki Gdańskiej zgłosili bowiem wątpliwości dotyczące prawidłowości projektowania tej konstrukcji.

Już kilka miesięcy temu ten wątek opinii nagłośniło pozwane konsorcjum, interpretując wnioski biegłych tak, że są zastrzeżenia co do bezpieczeństwa użytkowania tej konstrukcji.

W środę prezes Popławski zapewniał, że stadion jest bezpieczny. Przypominał, że inwestycja była pod tym kątem kilkakrotnie kontrolowana (m.in. po pismach Eiffage z uwagami biegłych - PAP), wydane zostało pozwolenie na jego użytkowanie. Odbywają się tam mecze piłkarskie i inne imprezy.

Eiffage uważa tymczasem, że nie można było w terminie wykonać prac, bo wykonawca nie mógł zamówić konstrukcji stalowej, zanim nie wyjaśniono "problemów" związanych m.in. z nośnością zadaszenia. Mówił o tym w środę pełnomocnik Eiffage mec. Krzysztof Rastawicki, cytując fragment opinii biegłych z Gdańska. W jego ocenie, była to sytuacja nie zawiniona przez wykonawcę.

Spółka jest innym podmiotem prawnym, niż miasto, a spółka nie jest stroną tego procesu - tak odpowiadał na argument dotyczący roszczeń za różnicę w cenie między dwoma przetargami. "To nie są koszty miasta" - mówił mec. Rastawicki.

Powiedział też, że nie można uznać za szkodę kosztów, które dopiero będą poniesione. A - jak argumentował - wykup obligacji będzie wymagalny w kolejnych latach, a nie już teraz, w pełnej kwocie. Jak dodał nawet gdyby przyjąć "czysto hipotetycznie", iż miasto ma uzasadnione roszczenie, to jest to roszczenie "przyszłe".

Budowa stadionu przez drugiego wykonawcę zakończyła się w sierpniu tego roku, jest on już w całości użytkowany. (PAP)