CBA wystąpiło z takim wnioskiem wobec wójta Mirosława Lecha, uznając za naruszenie przepisów ustawy antykorupcyjnej fakt, iż przez półtora roku był on zatrudniony w spółce prawa handlowego na podstawie umowy zlecenia. Zajmował się tam promocją i nadzorem projektów.


Prawnicy wojewody przeprowadzili w tej sprawie własne postępowanie, posiłkując się także ekspercką opinią prawną pracownika Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku.

Jak poinformowała w czwartek rzecznik wojewody Joanna Gaweł, ustalono, że wójt Korycina nie był zatrudniony w spółce prawa handlowego, a pracował na rzecz spółki w ramach umowy zlecenia.

Zwróciła uwagę, że najistotniejszy w tym przypadku był charakter i sposób wykonywanej pracy. "Z przeprowadzonego postępowania wynika, że pan Mirosław Lech, realizując umowę zlecenia na rzecz spółki, nie podlegał kierownictwu jej władz, nie zostało mu wyznaczone miejsce pracy w spółce (wykonywał ją w siedzibie Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego, Lech jest przewodniczącym tego stowarzyszenia - PAP), nie stawiał się regularnie w zakładzie pracy, czy też nie podpisywał listy obecności" - dodała Gaweł.

W ocenie prawników wojewody, potwierdzonej też opinią ekspercką, czynności jakie samorządowiec wykonywał (promocja projektu, kontakty z mediami) nie polegały "na świadczeniu pracy, nie wiązały się z zatrudnieniem w spółce".

"Czynności te miały w istocie charakter świadczenia usług w ramach stosunku cywilnoprawnego, jakim jest umowa zlecenia. A czynności cywilnoprawne w ramach takich umów nie są objęte zakazem wynikającym z ustawy antykorupcyjnej” - dodała rzecznik wojewody podlaskiego.

W czerwcu przeciwko odwołaniu wójta Korycina zagłosowali radni tej miejscowości, rozpatrując stosowny wniosek CBA.

Z samym wójtem, przebywającym na urlopie, PAP nie udało się w czwartek skontaktować. Gdy wniosek CBA w jego sprawie wpłynął, Lech mówił dziennikarzom, że całe wydarzenie to dla niego duża przykrość. Wyraził nadzieję, że będzie przyczynkiem do wprowadzenia zmian w przepisach, które uznał za "zbyt restrykcyjne i bardzo mocno niedoprecyzowane".

Mówił też, że dochodów z umowy zlecenia nie ukrywał, były wpisywane do jego oświadczenia majątkowego.