Głównym założeniem obywatelskiego projektu jest zmniejszenie wielkości "janosikowego" o 20 proc. na wszystkich szczeblach samorządu. Proponuje się zastąpienie części subwencji nowym rodzajem dotacji, które byłyby rozdzielane w formie konkursów. Kolejna propozycja to wprowadzenie współczynników korygujących w górę liczbę mieszkańców dużych miast, przez co spadnie poziom przeciętnego dochodu na jednego ich mieszkańca i w związku z tym wymiar "janosikowego". Pomysłodawcy argumentują, że część ludzi mieszkających w tych miastach nie jest tam zameldowana, ale np. korzysta z usług samorządu.
Projekt, podpisany przez 157 tys. osób, zaprezentował w środę w Sejmie przedstawiciel inicjatywy ustawodawczej "Stop Janosikowe" Rafał Szczepański. Podkreślał, że intencją pomysłodawców nie jest likwidacja "janosikowego", ale jego modyfikacja, bo efekty obowiązującej od 2003 r. ustawy okazały sie odwrotne od zamierzonych. Ponadto w tym czasie Polska weszła do UE i pojawiły się pieniądze z funduszy unijnych - zaznaczył.
Szczepański wskazywał, że bogatsze samorządy, po tym jak zapłacą już "janosikowe", popadają w tarapaty finansowe. Przytoczył przykład Mazowsza, które w styczniu 2012 r. musiało zaciągnąć ponad 50 mln zł kredytu, by zapłacić ratę "janosikowego".
"Mechanizm sprawia, że wszyscy względnie bogaci płacą, a nie wszyscy faktycznie biedni dostają" - mówił, podkreślając, że pieniądze z "janosikowego" są często przez beneficjentów systemu po prostu "przejadane". Nie służą więc trwałej poprawie sytuacji - mówił Szczepański. Przypomniał, że o przeznaczeniu pieniędzy z "janosikowego" decyduje rada gminy i może je wydać na dowolny cel, np. na bieżące wydatki. "To kroplówka która rozpływa się w lokalnym budżecie.(...)Czy się stoi, czy się leży janosikowe się należy" - mówił.
Podawał też przykłady negatywnego oddziaływania systemu. Wymienił gminy Tolkmicko, Frombork czy Sztutowo, które wywalczyły zwrot podatków gruntowych od Urzędów Morskich, ale znaczącą część odzyskanych sum będą musiały oddać jako "janosikowe". "To jawny absurd" - mówił. Szczepański przypomniał też przykład powiatu legionowskiego, który po odprowadzeniu "janosikowego" spada z 11 na 287 miejsce w rankingu powiatów pod względem dochodów na mieszkańca.
Wymienił też stowarzyszenie gmin górniczych ze Śląska, które już protestują, bo po 2012 r. będą musiały płacić "janosikowe" dlatego, że do ich dochodów zostaną wliczone opłaty za szkody górnicze.
Szczepański przyznał, że prawnicy zgadzają się, iż co do zasady "janosikowe" nie jest sprzeczne z Konstytucją, ale jego naliczanie nie może być oderwane od rzeczywistej sytuacji. "Nie może być tak, że relatywnie bogaci po zapłaceniu haraczu stają się najbiedniejsi, to jest niezgodne z literą i duchem konstytucji" - podkreślił. "Chcemy, żeby nie było to nadmierne obciążenie i żeby było wydawane mądrze, żeby finansowało inwestycje i rozwój, a nie było przejadane" - oświadczył.
Posłowie, zanim postanowili przekazać projekt do komisji, najwięcej wątpliwości zgłosili wobec propozycji zastąpienia części subwencji dotacjami. Wskazywali, że zmiany z ostatnich 20 lat szły w przeciwnym kierunku - zastąpienia dotacji subwencjami, w postaci np. części podatków do budżetu państwa zbieranych na terenie samorządu. Podkreślali też, że system wsparcia biedniejszych samorządów pieniędzmi bogatszych jest niezbędny, bo dysproporcja dochodów jest olbrzymia. Najbiedniejsze gminy mają dochody na mieszkańca 30 razy mniejsze, niż najbogatsze - przypominali. Padły też zarzuty, że zmiana leży w interesie bogatszych regionów i godzi w zasady solidarności i zrównoważonego rozwoju. Pojawiły się także głosy, że tylko przez szacunek do obywatelskiej inicjatywy nie zgłoszony zostanie wniosek o odrzucenie projektu.
Wiceminister w resorcie finansów Maciej Grabowski przypomniał, że rząd pozytywnie odniósł się do projektu i rekomendował prowadzenie dalszych prac nad nim w komisjach sejmowych, gdyż "projekt ten ma liczne wady".
Odpowiadając na pytania posłów Rafał Szczepański powtórzył, że intencją inicjatywy nie jest likwidacja systemu, ale uczynienie go bardziej sprawiedliwym. "Chodzi o to, aby sprawić, by przepisy nie kolidowały z życiem, a teraz tak jest. Dziś gołym okiem widać, że ustawa (o "janosikowym" - PAP) źle funkcjonuje" - powiedział.
Dodał, że wnioskodawcy wszelkie krytyczne uwagi dotyczące projektu wnikliwie przemyślą i podkreślił, że są oni otwarci na każdą dyskusję. "Apeluję o merytoryczną pracę w komisjach, jesteśmy gotowi o tym (projekcie - PAP) rozmawiać" - powiedział. (PAP)