Poinformował o tym w piątek PAP rzecznik prokuratury Krzysztof Kopania.

Z inicjatywą zorganizowania wiosną ub. roku referendum w sprawie odwołania prezydent Łodzi i Rady Miejskiej przed upływem kadencji wystąpiła grupa kilkunastu łodzian pod nazwą "Ratujmy Nasze Miasto". Wnioskodawcy zarzucali władzom miasta m.in. kosztowne inwestycje i nakładanie dodatkowych obciążeń na mieszkańców przez m.in. podwyżki czynszów, opłat za użytkowanie wieczyste czy wywóz śmieci.

Na zbieranie podpisów mieli 60 dni. W tym czasie udało im się zebrać 39 484 podpisy. To jednak okazało się zbyt mało, bo inicjatorzy referendum powinni zebrać prawie 58 tys. podpisów. Do referendum nie doszło.

Jak poinformował Kopania podstawą wszczęcia postępowania w tej sprawie stały się informacje uzyskane w śledztwie nadzorowanym przez Prokuraturę Rejonową Łódź-Śródmieście, w którym badane są ewentualne nieprawidłowości w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Łodzi. Chodzi tu m.in. o bezpodstawne umarzanie mandatów za jazdę bez biletu komunikacją miejską oraz prawidłowość ochrony danych osobowych m.in. ukaranych osób, które mogły być wykorzystywane do fałszowania list.

Według rzecznika przystąpiono już do weryfikacji widniejących na listach poparcia za referendum danych osobowych oraz podpisów. Jak mówił, do tej pory zdołano przesłuchać kilku świadków, którzy "negują fakt udostępnienia danych i autentyczności podpisów figurujących na listach przy ich nazwiskach".

Trwają dalsze ustalenia. Prawdopodobnie zajdzie także konieczność powołania biegłego z zakresu badania pisma ręcznego.

Rzecznik przypomniał, że śródmiejska prokuratura bada już sprawę ewentualnego podrobienia podpisów na listach poparcia dla komitetu wyborczego PO w tegorocznych wyborach do PE jakie odbyły się wiosną tego roku. (PAP)