Premier ocenił w piątkowej rozmowie z dziennikarzami, że mamy do czynienia z pytaniem ustrojowym, które "pechowo nałożyło się na falę referendów w Polsce". "Ale jest to oczywiście zasadne pytanie: żeby zostać burmistrzem czy prezydentem trzeba mieć dzisiaj z zasady o wiele, wiele więcej głosów, niż żeby być odwołanym" - zaznaczył Tusk.

"Jeśli ponad połowa obywateli wybierze sobie prezydenta, a potem mniej więcej jedna czwarta obywateli będzie mogła go odwoływać i będzie taka kołomyja z powoływaniem i odwoływaniem i wyborami, to na pewno to dobrze nie służy gminom, miastom, gdzie tego typu rzeczy mają miejsce" - podkreślił premier.

Tusk zadeklarował, że projekt prezydencki jest "na pewno wart zastanowienia". "Nie mówię, że on budzi entuzjazm u wszystkich, ale na pewno trzeba go przemyśleć" - dodał szef rządu.

Tusk był też pytany, czy Bronisław Komorowski konsultował z nim swój projekt ustawy samorządowej. "Nie ma takiego zwyczaju, aby prezydent konsultował projekty prezydenckie, zanim nie trafią do Sejmu. Wtedy jego przedstawiciele konsultują to z klubami parlamentarnymi. Z panem prezydentem, m.in. dlatego wytrzymujemy ciśnienie zdarzeń, nie zawsze łatwe relacje, biorąc pod uwagę polską konstytucję, i pozostajemy w przyjaźni, bo staramy się przestrzegać własnego zakresu kompetencji. Dlatego ja nie mam żadnych oczekiwań, żeby pan prezydent konsultował coś, czego nie musi konsultować z rządem" - powiedział premier.

Prezydent Bronisław Komorowski skierował w piątek do Sejmu projekt ustawy samorządowej. Zakłada on m.in., że referenda lokalne byłyby ważne bez względu na liczbę uczestniczących w nich osób - obecnie referendum jest ważne, jeżeli wzięło w nim udział co najmniej 30 proc. uprawnionych do głosowania.

Wyjątkiem w prezydenckiej propozycji jest referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu wyłonionego w wyborach bezpośrednich - dla ważności takiego referendum konieczna byłaby frekwencja nie mniejsza niż w czasie wyborów tego organu. Obecnie referendum takie jest ważne, jeżeli wzięło w nim udział nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze odwoływanego organu.(PAP)