Przyjęcie oświadczenia z apelem do prezydenta Komorowskiego zaproponował w środę współrządzący w Katowicach klub PiS (6 radnych w 28-osobowej radzie) wnioskując przy tym o poparcie większego koalicjanta - klubu Forum Samorządowe i Piotr Uszok (12 radnych; z Forum wywodzi się też prezydent miasta Marcin Krupa). Sprzeciw wobec oświadczenia w zaproponowanym brzmieniu zgłosiła PO (jej klub liczy 8 radnych).

Bronisław Komorowski mówił po uchwaleniu ustawy przez Sejm, że nie przewiduje problemu z jej podpisaniem, jednak zapowiedział, że przyjrzy się samej treści konwencji. Prezydent wyjaśnił, że będzie koncentrował się na zbadaniu przede wszystkim jej konstytucyjności i kwestii ewentualnego wpływu na polskie prawo. W ocenie prezydenta konwencja wymaga również dokładnego przyjrzenia się jej ze względu na emocje, jakie wywołuje w społeczeństwie.

Uzasadniając projekt apelu radny PiS, b. wiceprezydent miasta Michał Luty mówił m.in., że sejmowa ustawa ws. konwencji „należy do serii ideologicznych, które w społeczeństwie spotykają się z wielkimi wątpliwościami”.

Sprzeciw wobec projektu zgłosił radny PO Witold Witkowicz. Jak mówił, nie chce dyskutować o przenoszeniu na forum rady miasta spraw leżących w kompetencjach Sejmu. Wskazał jednak, że „aby nie narażać autorytetu rady miasta Katowice na ośmieszenie”, uchwała taka powinna zostać odrzucona, „ponieważ dotyczy nieistniejącej konwencji”. „Nie ma konwencji Rady Europy o tytule wymienionym w przedmiotowej uchwale” - wyjaśnił Witkowicz.

Radni głosowali w środę nad „Oświadczeniem rady miasta w sprawie apelu do Prezydenta RP Pana Bronisława Komorowskiego o nie podpisywanie ustawy Sejmu RP o ratyfikacji Konwencji Rady Europy o przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Oświadczenie zostało przyjęte.

W apelu radni napisali m.in., że sejmowa dyskusja nad ratyfikacją konwencji "wykazała szereg wątpliwości wobec tego dokumentu ze strony znacznej części posłów jak i przedstawicieli licznych stowarzyszeń i organizacji społecznych". "Oznacza to brak powszechnego konsensusu w sprawie ratyfikacji dokumentu wywołującego tak poważne skutki społeczne" - uznali radni.

"W naszej ocenie Konwencja pod pozorem ochrony przed przemocą w rzeczywistości forsuje niebezpieczne i patologiczne zmiany w podstawowych instytucjach życia społecznego jakimi są rodzina i małżeństwo. Jest to całkowicie sprzeczne z naszą tradycją, wyznawanymi przez ogół wartościami i zapisami Konstytucji RP" - podkreślili sygnatariusze apelu.

Polska podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (z 2011 r.) w grudniu 2012 r. Konwencja ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze.

O ratyfikowanie konwencji apelowały organizacje kobiece, broniące praw człowieka oraz pomagające ofiarom przemocy; krytykowały ją organizacje prawicowe i Episkopat Polski. Podczas prac sejmowych nad ustawą ws. ratyfikacji konwencji jej przeciwnicy oceniali, ż jest ona niepotrzebna i niebezpieczna, niezgodna z konstytucją oraz stanowi zagrożenie dla polskiej tradycji i rodziny.

Z kolei zwolennicy konwencji oceniali, że jest potrzebna, nie stanowi zagrożenia dla tradycji i nie wprowadzi jakiejś nowej ideologii. Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk podkreślał, że "konwencja jest potrzebna, bo pozwala na skuteczne zwalczanie zjawiska przemocy" i zapewniał, że rząd zadbał, aby jej postanowienia były interpretowane i stosowane zgodnie z polską konstytucją.

Sejm uchwalił ustawę o ratyfikacji konwencji 6 lutego. Po tym, jak stanowisko wobec ustawy zajmie Senat (ma zająć się sprawą w czwartek), trafi ona do prezydenta, chyba, że Senat zaproponuje do niej poprawki.(PAP)