Sąd Okręgowy w Olsztynie zawiesił burmistrzowi Bisztynka wykonanie kary na 5 lat, a jego synowi na 3 lata. Jan W. ma zapłacić 20 tys. zł grzywny, a jego syn 10 tys. zł grzywny. Dodatkowo skazany burmistrz ma zapłacić 4,3 tys. zł kosztów sądowych. Obaj skazani zostali także solidarnie zobowiązani do zwrócenia Agencji wyłudzonej dotacji w wysokości 300 tys. zł.

Wyrok jest nieprawomocny i po wyjściu z sali rozpraw burmistrz powiedział PAP, że będzie apelował. "Szanuję sąd ale muszę stwierdzić, że na rolnictwie to on się nie zna" - skwitował.

Paweł W. o 300 tys. zł dotacji z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wystąpił w 2005 r., miał wówczas 18 lat. 138,4 tys. zł tej dotacji pochodziło z budżetu państwa, a pozostałe środki były wsparciem finansowym Unii Europejskiej. Żeby uzyskać wsparcie w ramach sektorowego programu operacyjnego "Restrukturyzacja i Modernizacja Sektora Żywnościowego" Paweł W. musiał posiadać m.in. odpowiednio duży areał oraz maszyny niezbędne do jego obrabiania.

Ponieważ Paweł W. złożył w ARMiR odpowiednie dokumenty otrzymał dotację. Potem okazało się, że dokumenty, które poświadczały jego areał i park maszynowy zostały sfałszowane.

Sąd uznał w środę, że Paweł W. nie spreparował dokumentów do ARMiR sam, tylko pomagał mu w tym ojciec, Jan W., który obecnie jest burmistrzem Bisztynka. Zdaniem sądu ojciec i syn spreparowali m.in. umowę użyczenia Pawłowi W. 58 ha ziemi. Ziemię tę miała użyczyć W. warszawska spółka. Badanie tego dokumentu, jak poinformował sąd, wykazało, że umowa ta została spreparowana.

"Miała dwie strony i na każdej z nich widniały inne numery dowodów osobistych stron, przy czym trzeba nadmienić, że osoba, która ze strony spółki podpisała rzekomą umowę nigdy nie posiadła dowodu osobistego o serii i numerach wskazanych w tej umowie" - powiedział uzasadniając wyrok sędzia Andrzej Kamiński i podkreślił, że "w zasadzie już ten fakt przesądza o tym, że Pawłowi W. dotacja z ARMiR się nie należała, bo nie dysponował odpowiednim areałem ziemi". Umowę tę, jak zaznaczył sędzia, personaliami syna podpisał Jan W.

Sąd wskazał także, że ojciec i syn zawarli fikcyjne umowy kupna-sprzedaży traktora i kombajnu (ojciec miał sprzedać te maszyny synowi). Jan W. miał także na podstawie sfałszowanej faktury wyłudzić w starostwie powiatowym w Bartoszycach dowód rejestracyjny traktora.

Jan W. i Paweł W. nie przyznawali się do winy i w ostatnim słowie prosili o uniewinnienie. Ich obrońcy wskazywali, że syn notarialnie udzielił ojcu szerokiego pełnomocnictwa i ten - jak przekonywali mecenasi - miał prawo podejmowania w imieniu syna wielu działań. Adwokat Pawła W. podkreślał, że jego klient jest młody i niedoświadczony, że miał prawo korzystać z pomocy ojca.

Prokurator Dagmara Kuspiel w mowie końcowej przyznała, że choć to syn wyłudził dotację z Agencji to ojciec Jan W. "był spiritus movens całej sytuacji". "Przykre jest, że osoba piastująca tak wysokie stanowisko dopuszcza się takich działań" - podkreśliła i przypomniała m.in., że Jan W. rzekomo sprzedane synowi maszyny rolnicze już po dacie sprzedaży wykazywał w swych oświadczeniach majątkowych składanych z racji wykonywanej funkcji publicznej.

Olsztyński Sąd Okręgowy sprawę Jana i Pawła W. rozpoznawał ponownie, ponieważ poprzedni wyrok, także ich skazujący, uchylił Sąd Apelacyjny w Białymstoku. Po pierwszym skazaniu formalności związane z zaskarżeniem orzeczenia trwały rok. Jeśli tym razem będzie podobnie wówczas do następnych wyborów samorządowych Jan W. zachowa stanowisko. Jeśli wyrok się uprawomocni szybciej, burmistrz Bisztynka nie będzie mógł piastować urzędu. (PAP)