We wtorek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał uniewinniający obu oskarżonych wyrok stołecznego sądu rejonowego z 2014 r. SO oddalił apelacje prokuratury i Gajadhura (jego matka jest Polką, ojciec Hindusem - on sam od urodzenia mieszka w Polsce).

Przyczyną procesu była audycja Radia Eska Rock z maja 2011 r., w której prezenterzy mówili: "Zadzwońmy do Murzyna" i że telefon rzecznika GITD działa w "buszmeńskiej sieci dla czarnych". Jak potem podkreślała Rada Etyki Mediów, "naigrywając się z pochodzenia wywołanej publicznie osoby, dziennikarze używali m.in. zwrotów: krajowy rejestr Murzynów, audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku Klux Klanu". REM oceniła, że doszło do drastycznej demonstracji ksenofobii, a prowadzący znieważyli Gajadhura obraźliwymi i rasistowskimi sformułowaniami. Radio zostało ukarane przez KRRiT za ten program karą 50 tys. zł.

Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe oskarżyła W. i F. z artykułu Kodeksu karnego, przewidującego karalność znieważenia osoby lub grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości - grozi za to do trzech lat więzienia. Proces toczył się niejawnie, bo Gajadhur, jako pokrzywdzony, nie zgodził się na jawność rozpraw.

W 2014 r. Sąd Rejonowy Warszawa Praga-Północ uniewinnił podsądnych. Uznał, że choć wypowiedź była obraźliwa, to nie wypełniono znamion czynu zabronionego, gdyż był to program satyryczny, a nie informacyjno-publicystyczny. SR dał wiarę oskarżonym, iż ich intencją nie było znieważenie, a zatem nie działali w tzw. zamiarze bezpośrednim (gdy ktoś chce dokonać przestępstwa, a nie tylko godzi się na nie). Sąd podkreślił, że tylko taki zamiar pozwala na uznanie winy w tym przypadku.

Sędzia SR Magdalena Garstka-Gliwa przyznała, że Gajadhur mógł czuć się znieważony, ale sąd inaczej niż on ocenił zachowania podsądnych, uznając że nie powinien on być "przewrażliwiony". Zdaniem SR nie doszło do szerzenia rasizmu, bo audycja była satyrą na pewne zachowania.

"Każdy przeciętny słuchacz od razu zorientował się, że to kabaret, a nie program informacyjno-publicystyczny (...), że warszawski oddział Ku Klux Klanu i buszmeńska sieć nie istnieją i że to satyra" - argumentowała sędzia Garstka-Gliwa. Według niej postacie wykreowane w tej audycji przez W. i F. "parodiują pewne cechy i posługują się karykaturą". Podkreśliła też, że od dziennikarzy należy oczekiwać rzetelności i "nieobniżania poziomu debaty". Zwróciła uwagę, że Gajadhur może wystąpić na drogę cywilną wobec W. i F.

SO podzielił ocenę SR, że nie można w tym przypadku mówić o zamiarze bezpośrednim. "Sąd uznał, że była to satyra na zachowania ksenofobiczne i kpina z wad, czy prawdziwych czy też wydumanych polskiego społeczeństwa" - powiedziała PAP rzeczniczka SO sędzia Joanna Zaremba.

Pełnomocnik Gajadhura adwokat Krzysztof Wąsowski powiedział PAP, że zapewne złoży kasację do SN. "Mój klient chce walczyć dalej" - dodał adwokat, podkreślając iż oskarżeni działali w zamiarze bezpośrednim. Mec. Wąsowski nie wyklucza ponadto, że będzie też cywilny proces jego klienta wobec obu prezenterów. Obaj prezenterzy mają też inny proces z tego samego artykułu Kk - za znieważenie Ukrainek w audycji Radia Eska Rock z 2012 r. Nawiązując do wygranego przez Ukrainę meczu ze Szwecją na Euro 2012, Jakub W. mówił m.in., że "zachował się jak prawdziwy Polak" i "wyrzucił swoją Ukrainkę". F. dodał: "Gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ją zgwałcił". KRRiT za ten program nałożyła na radio karę 75 tys. zł.