Rzeczniczka prasowa praskiej prokuratury prok. Renata Mazur powiedziała na konferencji prasowej, że prokurator podjął decyzję w poniedziałek.
"Wczoraj prokurator umorzył śledztwo i podstawą umorzenia śledztwa jest niewykrycie sprawców przestępstwa. Co ustaliliśmy w toku śledztwa, przede wszystkim w oparciu o cały materiał dowodowy, który zgromadził prokurator w ciągu kilkumiesięcznego śledztwa, jednoznacznie z niego wynika, iż doszło do celowego podpalenia mostu Łazienkowskiego. Możemy to powiedzieć w oparciu przede wszystkim o opinię biegłego oraz zeznania świadków" - powiedziała Mazur.

Dowiedz się więcej z książki
Kodeks postępowania karnego. Komentarz. Tom I i II
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł



Podkreśliła, że śledztwo rozpoczęło się już 15 lutego, niezwłocznie po ugaszeniu pożaru mostu, który zapłonął wieczorem 14 lutego.

"Prokurator przeprowadził bardzo dużo czynności, przesłuchano kilkudziesięciu świadków, wykonano sześć ekspertyz, wykonano dwa eksperymenty procesowe" - mówiła Mazur.

Podkreśliła, że umorzenie śledztwa nie oznacza, że sprawa nie będzie w dalszym ciągu monitorowana. "Umorzenie śledztwa z niewykrycia sprawców, to wcale nie jest zakończenie śledztwa na zawsze, policja zawsze takie śledztwa ma na uwadze i w takim śledztwie prowadzi w dalszym ciągu czynności operacyjne" - podkreśliła rzeczniczka prokuratury.

Mazur powiedziała, że poza kilkudniowymi oględzinami, prokuratura przeprowadziła przede wszystkim badania fizykochemiczne, z pierwszej uzyskanej opinii wynikało, że w zabezpieczonych próbkach drewna wykryto trzy związki chemiczne, w tym jeden o nazwie terpen, który jest łatwopalny, ale jest też naturalnie zawarty w drzewach, zwłaszcza iglastych - mówiła Mazur.

"Biegły porównał te związku terpenu, które wykryliśmy w próbkach pobranych z pogorzeliska ze związkami zawartymi w innych częściach desek, które nie uległy spaleniu i okazało się, że jest to ten sam związek chemiczny, a więc ewidentnie był to naturalny związek chemiczny zawarty w drewnie" - wyjaśniła rzeczniczka prokuratury.

Jak mówiła, kolejnym krokiem w śledztwie było powołanie biegłego z zakresu pożarnictwa. Wykonał on m.in. w październiku eksperyment procesowy, który polegał na zbadaniu "minimalnego impulsu" niezbędnego do zapalenia się desek, czyli od czego elementy drewniane mostu mogą się zapalić. Pierwszy etapem była próba ich podpalenia przy użyciu niedopałków papierosów, ale okazało się to bezskuteczne. W drugiej próbie próbowano podpalić deski za pomocą płonącej gazety, w tym przypadku deski zapaliły się, podobnie, jak w kolejnej próbie z użyciem benzyny.

Biegły analizował również przesłuchanie świadków. "Wśród kilkudziesięciu osób przesłuchana została jedna, która o godz. 12.30 pod mostem zauważyła trzech mężczyzn, wysiedli oni z czarnego samochodu, jeden z nich niósł w ręce kanister, półprzeźroczysty, znajdował się w nim płyn o kolorze żółtym, bardzo, w ocenie świadka, przypominający benzynę" - mówiła Mazur.

Dodała, że jest to jedyny sygnał ze strony świadków wskazujący na to, że mogło dojść do podpalenia; mężczyzna, który złożył te zeznania nie zapamiętał marki samochodu. Sprawdzono w eksperymencie, że mężczyzna rzeczywiście mógł widzieć zdarzenie, o którym opowiada. Ale miejsce, w które mieli przyjechać mężczyźni nie jest monitorowane, podobnie jak drogi dojazdowe.

"Nie udało nam się ustalić personaliów osób, które tego dnia o godz. 12.30 zostały zaobserwowane. Natomiast cały materiał dowodowy jednoznacznie wskazywał, że pożar był wynikiem podpalenia" - podkreśliła Mazur.

Biegły wykluczył również, że drugi pożar mostu mógł być wynikiem nieprawidłowej akcji gaśniczej, wykluczono ewentualne błędy strażaków przy gaszeniu pierwszego pożaru.

Ponadto zajęto się pracownikiem ochrony, który około południa opuścił swoje miejsce pracy; pojawił się z powrotem po 12 godz., ok. północy, był pod wpływem alkoholu. Jego zadaniem była ochrona mienia pracowników, na ogrodzonym terenie. Ale oba pożary wybuchły poza terenem, który powinien chronić mężczyzna.

"Prokurator stwierdził, że w żadnym przypadku nie można mu przypisać działania, które skutkowałoby pożarem" - powiedziała Mazur.

Biegły wykluczył także, że sposób przeprowadzanych prac remontowych pod mostem Łazienkowskim wpłynął na przebieg pożaru. "Jednakże zauważył, iż sposób składowania desek jest niezgodny z przepisami przeciwpożarowymi i w tym zakresie, ponieważ jest to wykroczenie z zakresu prawa budowlanego, materiały zostały wyłączone do odrębnego postępowania i zostaną w najbliższym czasie przesłane do właściwej komendy rejonowej policji celem kontynuowania postępowania" - powiedziała Mazur.
Dodała, że według szacunków straty poniesione w wyniku pożaru mostu Łazienkowskiego sięgają 120 mln zł.
Mazur przypomniała, że pierwsze zgłoszenie o pożarze mostu nastąpiło 14 lutego br. Parę minut po godz. 13 osoba, która była w okolicach mostu zauważyła ogień i powiadomiła straż pożarną, pożar został ugaszony. Jednak po kilku godzinach, parę minut po godz. 17 strażacy otrzymali kolejne zgłoszenie o słupie dymu wydobywającym się spod przeprawy. Znów na miejsce przyjechali strażacy, którzy stwierdzili, że ten drugi pożar jest dużo większy niż ten z godz. 13.